Przejdź do głównej zawartości

Ludzie listy piszą...



Kilka rzeczy...
W środę dostałam swój pierwszy list tutaj, w sumie nie list, a zaproszenie, co nie zmienia faktu, że jestem niezmiernie szczęśliwa, dziękuję Małe.

W środę również była impreza urodzinowa Josha dla dzieciaków. I ja wiemmm, że urodziny urodzinami, ale ja nawet 18 nie robiłam, dobra była ale mała. A tu 5 urodziny kuźde i 40 znajomych, szał ciał. Nawet 5 latek ma więcej znajomych niż ja, jak słodko. I impreza była w jakimś klubie czy cokolwiek to było, wiecie taki małpi gaj dla dzieciaków, przez godzinę się na  tym bawiły, a później półgodzinny poczęstunek czyli wpadły i wypadły...


W czwartek - DOSTAŁAM SIĘ! Wiwaty... Żartowałam, znaczy się dostałam się, ale bez jakiś emocji w tamtym roku jakoś to bardziej przeżywałam, a teraz "aha, spoko". W sumie to się nawet trochę zdenerwowałam, bo nie wysłałam jeszcze wtedy papierów do domu i się bałam, że nie dojdą, więc łudziłam się że dostane się w drugiej turze, ale jak wiadomo życie lubi robić psikusy. Tak więc w piątek rano wsadziłam T do wózka i ruszyliśmy podbijać miast, ksero, podpisy, poczta takie sprawy. No więc kiedy jeszcze na poczcie wypisywałam adres podszedł do mnie jakiś obdartus i się mnie o coś pyta, w sumie nie zrozumiałam o co mu dokładnie chodzi więc powiedziałam, że nie wiem, niech zapyta w okienku. I mówię sorry i odwracam się dalej wypisywać adres. A on do mnie czy jestem, z polski, ja odpowiadam, że tak,. no i się zaczęło, że on też pół polak sraty taty ja mówię, że ok i się znowu odwracam do papierów, on dalej swoje prawi i po chwili odchodzi do okienka. No i po jakimś czasie przychodzi moja kolej, podchodzę i mówię, że chcę jak najszybciej, i żeby był możliwie najpóźniej we wtorek albo w  środę, gostek w okienku na mnie oczy, że w sumie ma tylko dwie opcje jedną za niecałe 51 f a drugą za 8, ja mówię że tą za 8 bo tamta definiwtywnie za droga (jeszcze mnie aż tak nie pogilgotało, abym dała za list 250 zł) no i przychodzi do płacenia  i w tym samym momencie podchodzi do mnie ten sam obdartus co wcześniej, daje mi 5 f i mówi "Ty jesteś z Polski to Ty potrzebujesz"  ja takie oczy na niego, ludzie w kolejce i gościu z okienka na mnie, a ja ? Ja nie wiem co powiedzieć. Kiedy szok juz minął mówię,  że dziękuję ale nie chcę a on zaczyna się ze mną kłócić. WHAT ?! Po jakimś czasie zabiera kasę i odchodzi, a ja czuje się jak... gówno szczerze powiedziawszy... Tak więc (wiem nie zaczyna się od tego zdania, ale ja to tak bardzo uwielbiam), tak jestem z Polski więc pewnie potrzebuje HAJSU, jak słodko.

Kolejny tydzień raz deszcz raz upał i tak na zmiany.. Wydaje mi się,że to był ostatni tydzień małych w szkole jestem niezmiernie szczęśliwa z tego powodu, wiem dziwnie to brzmi bo jaka au pair cieszy się z powodu wakacji ? Gdzie musi spędzać całe dnie z małymi szatanami ? Jednak ze względu na to, że mały zepsuł swój balans bike (lol), a następnie ja swój nie mam jak szybko się przemieszczać, a nienawidzę chodzić w takie upały... I ogólnie jednego dnia chciałam być ambitną au pair i zaraz po szkole zabrać młodych do parku, wszystko było by pięknie gdyby nie kilka mankamentów takich jak: a. było cholernie gorąco, b.T uwielbia ubierać długie spodnie i koszulki kiedy jest skwar na zewnątrz (czyli typowy Anglik) i myślałam, że mi tam wyparuje, c. gdyby nie to, że się trochę przeliczyłam z odległością do parku, zazwyczaj tą drogę przebywałam rowerem i wydawała się krótsza, d. wisienka na torcie, gdyby nie to,  że zepsuł się wózek i zamiast ciągnąć za sobą dzieciaki to musiałam jeszcze taszczyć przez większość drogi połamany wózek - lucky me. Koniec końców dotarliśmy do parku co kosztowało mnie chyba ponad 2f bo musiałam przekupić młodych, żeby się jeszcze poruszali, a po drodze był tylko jeden sklep - arabski - jak to ma w zwyczaju mówić H. gdzie ceny są kosmiczne. W parku posiedzieliśmy 3 godziny, młodzi zjedli placki- tak jestem wspaniałą au pair i mieliśmy piknik, znaczy się oni mieli...

Poza tym znalazłam au pair na moje miejsce, jednak ostatnio już się zaczęłam bać, że nici z tego bo obecna rodzinka robi jej problemy, ale po kolei... No więc dziewczyna odpisała mi na jedno z moich ogłoszeń z fb i co najlepsze ona była już praktycznie zdecydowana na moją rodzinkę mało co o niej wiedząc, ale nie chciałam, żeby się później okazało coś nie tak, więc miałyśmy chyba 3 godzinnego skype i starałam się jej wszystko przekazać, żeby nie było niedomówień i niejasności, a na koniec rozczarowania, ani dla niej ani dal rodzinki. Ona jest au pair od maja tutaj, nie mam pojęcia jak wytrzymała tyle ze swoją rodzinką i nie dziwę się, że tak bardzo była zdeterminowana na moich, co najlepsze na następny dzień miała skype z hostami i po 20 min usłyszałam to będziesz naszą au pari ? hahah Ja rozumiem, że oni się boją, ale mają jeszcze 2 miesiące no ale ich wybór, co prawda podałam im jedynie ją, ale w sumie wydaje mi się, że powinni się spasować -mam ogromną nadzieję. I ogólnie rozmawiali z nią 30 min czyli, aż 2 razy więcej niż ze mną.. tylko, że ja byłam na już, wgl nie mam pojęcia jak ja to zrobiłam bo ja w sumie nic o nich nie wiedziałam, o dzieciach o niczym, dostałam grafik i się cieszyłam, a dziewczyna mogła zapytać mnie o co chciała, perfidnie czasem mam więcej szczęścia niż rozumu. Na dodatek nowa au pair dowiedziała się szybciej ode mnie na temat nowego grafiku w szkole niż ja, gdzie to ja przez wrzesień będę jeszcze z nimi latać... Dziewczyna chciała dobrze, ale okazało się, że nie zawsze tak można bo obecna rodzinka zrobiła jej piekło, a dokładnie hostka jednak powoli wszystko się prostuje i mam nadzieje,  że będzie dobrze. Mam nadzieję, że będzie dobrom au pariką dla moich małych potworków bo mimo wszystko chyba będę za nimi tęsknić, ale mam nadzieję, że nie za dobrą, żeby czasem o mnie nie zapomnieli... ahahha wiem jestem wredna.

Dlaczego nie było notek? Bo jestem taka wspaniała, że zepsułam klawiaturę ! Tak bardzo ja ! Ja już po prostu nie wiem, jak można być takim dzieckiem nieszczęścia i rozpaczy! Już przestałam liczyć ile rzeczy uległo destrukcji...
A tydzień temu byłam w Londynie, przeszłam całą Oxford street i zdecydowanie NIE polecam! Nogi mi umarły, metrem się najeździłam i tak naprawdę nic nowego praktycznie nie zobaczyłam :< Muszę w końcu zrobić porządny plan i zwiedzić ten LONDON a nie jeżdżę i tylko kasę wydaję ...










Wtorek był ostatnim dniem szkoły dla chłopców, a ja dostałam korale na szyje i na rękę i byłam księżniczką, lol, za każdym razem jak ubiorę spódnicę jestem księżniczką hahaha...

 A pod koniec tygodnia byliśmy w Windsor...











 A tak w między czasie....



 A następnego dnia w HW




 Właśnie widać jak oszczędzam ...
 No i dobra koniec bo za długo, może resztę zrobię później. Trzymajcie się ..

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Czas decyzji.

Wiecie czego najbardziej nie lubię??  Podejmowania decyzji.
Podejmowanie decyzji to najbardziej stresujące chwile w moim życiu.... Stresowałam się przy wyborze gimnazjum, później liceum i kierunku w liceum, przedmiotów zdawanych na maturze, tematu z j. polskiego na maturze, kierunku studiów, powrotu na studia, wyboru agencji, wyborze tematu pracy inżynierskiej (do której pisania już straciłam zapał) za każdym razem na teście abc na egzaminie czy sprawdzianie. To takie chwile gdzie czuje się pod presją, zaczynam gdybać i zastanawiać się - co w moim przypadku nie jest dobrym rozwiązaniem. A już wgl. jak coś polubiłam lub mi się podoba to jest wgl. kaplica. hahha Tak samo jest dzisiaj kiedy muszę wybrać pomiędzy rodzinkami, obie są przesłodkie oraz obie są totalnie różne. 
Co do moich poszukiwań prowadziłam kilka rozmów z różnymi rodzinkami, dostałam paręnaście propozycji czy pozytywnych odpowiedzi. Jednak rozmowę na Skype zdecydowałam się tylko  z trzema. 
#1 Rodzinka z Irlandii co.Cava…

New Year, new me.... lol just kidding..

Tak więc patrząc na poprzedni rok, mam nadzieję że moja skromna osoba będzie bardziej stanowcza i wytrwalsza w dążeniu do celów niż w roku poprzednim. Być może nie nazwałabym zeszłego roku porażką nawet małą (w końcu przynajmniej zaliczyłam semestr - hehe taki żarcik), ale na pewno zawiodłam na wielu polach, jak np. mój wyjazd - totalna porażka, bo nawet nie postawiłam palca na mapie, a co dopiero podróż, a co do samego podróżowania to również słabo. I inne niewielkie rozczarowania. 

Nie mam wielu postanowień, jednak moim celem na ten rok jest to, aby przestać być takim małym narzekaczem! Szok i niedowierzanie. A no i może poprawić liczebność postów na blogu, bo zeszłoroczne 2 posty... no cóż tu dużo mówić. No i przebieram nóżkami w oczekiwaniu na wyjazd, mam nadzieję że w tym roku się ogarnę!



Moi mili w tym Nowym Roku, życzę wam przede wszystkim siły woli, szczęścia i zdrowia, a wszystko czego pragniecie niech wam się ziści.

Pani dobra rada...

Boże, Boże, czyżbym była już prawie na półmetku mojej przygody. Nie wiem gdzie, nie wiem jak, jednak mój czas się ulotnił. Bycie AU PAIR przez całe wakacje na totalnym zadupiu  było chyba moim najgłupszym pomysłem na jaki wpadłam w trakcie całego mojego życia. Do domu pewnie wrócę bardziej zdołowana niż w tamtym roku i znowu będę ślęczeć na uczelni.


Co się działo?
W sumie nic! Nie poznałam, żadnej au pair! W sumie u mnie to nic dziwnego, bo zawsze mam z tym problem, w tamtym roku też zajęło mi miesiąc zanim się ogarnęłam i zaczęłam poznawać dziewczyny. Polek to tu raczej nie uświadczę, chociaż jak to ja zazwyczaj robię staram się ograniczać mój polski (ta jasne niezły bajer), no dobra nie licząc skype z domem (i potajemnego gadania do psów). Mamy jedną Polkę na wiosce i hostka chce mnie nieźle z nią zafriendować, ale serio o czym ja mam gadać? Dziwnie się czuję friendując ze znajomymi hostów więc tak to też się staram ograniczać. Hostka chyba zaczyna myśleć, że moje referencje są wys…