Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z 2015

Pani dobra rada...

Boże, Boże, czyżbym była już prawie na półmetku mojej przygody. Nie wiem gdzie, nie wiem jak, jednak mój czas się ulotnił. Bycie AU PAIR przez całe wakacje na totalnym zadupiu  było chyba moim najgłupszym pomysłem na jaki wpadłam w trakcie całego mojego życia. Do domu pewnie wrócę bardziej zdołowana niż w tamtym roku i znowu będę ślęczeć na uczelni.


Co się działo?
W sumie nic! Nie poznałam, żadnej au pair! W sumie u mnie to nic dziwnego, bo zawsze mam z tym problem, w tamtym roku też zajęło mi miesiąc zanim się ogarnęłam i zaczęłam poznawać dziewczyny. Polek to tu raczej nie uświadczę, chociaż jak to ja zazwyczaj robię staram się ograniczać mój polski (ta jasne niezły bajer), no dobra nie licząc skype z domem (i potajemnego gadania do psów). Mamy jedną Polkę na wiosce i hostka chce mnie nieźle z nią zafriendować, ale serio o czym ja mam gadać? Dziwnie się czuję friendując ze znajomymi hostów więc tak to też się staram ograniczać. Hostka chyba zaczyna myśleć, że moje referencje są wys…

What's wrong with me ?

Ostatnio coraz częściej zaczynam się zastanawiać czy na pewno wszystko ze mną dobrze? Może najwyższy czas dorosnąć? Wydaje mi się, że pisałam o tym posta, jeżeli tak to się powtórzę (ohohoh, mam tyle postów, że nie ogarniam - taa jasne...), a jeżeli nie to w sumie chyba za dużo o tym myślę...

Kurcze mam 21 lat i raz czuję się jak osoba, która w sumie powinna się pakować, bo nie ogarnia tego co jest teraz na topie i ogólnie moje "lata młodości" już odeszły w zapomnienie. Jednak z drugiej strony czasem myślę sobie "Wait? What? Przecież mam dopiero 21 lat jeszcze szmat życia przede mną" ...

Tak więc znacie to uczucie kiedy przeglądacie facebook'a albo rozmawiacie z kuzynostwem/młodszym rodzeństwem/ host dziećmi i odnosicie wrażenie, że no kurcze, ale starzy jesteście? Gimnazjum kończyliście jakieś 5 lat temu, niby nie jest szmat czasu (no kurde przecież to mniej niż 10 czy 20 lat), czasem czujecie jakby to było wczoraj... Jednak nie znacie trendów, nie ogarniacie …

Świat nie jest idealny...

Ze względu na fakt, że moja hostka jest przeogromnie rozgadaną kobietą, Dama rozmawia na rozmaite tematy w języku ANGIELSKIM... Taaaa.. Dama rozmawiająca o początkach państwa Polskiego (zawstydzenie - Boże już mało co pamiętam z historii..), czy też ekspansji Cesarstwa Rzymskiego. Edukacji, polityce, pieniądzach, systemie prorodzinnym, służbie zdrowia... Tak mój "High Level" (=low level) i te tematy...

Jednakże dzięki takim tematom człowiek przeciera oczy ze zdumienia, bo w sumie nie jest tak pięknie jakbyśmy chcieli... Nam Polakom (a może tylko mi) wydaje się, że wszędzie jest lepiej niż u nas (mówię tutaj o bogatszych państwach od nas), że u tylko u nas służba zdrowia jest do dupy, edukacja dogorywa w koncie, politycy to sami złodzieje, a system prorodzinny i wszystko dotyczące tego tematu wgl nie istnieje. Okazuje się, że UK jeden z ulubionych krajów polskiej emigracji nie jest taki piękny. Prawdą jest, że Anglicy są dobrzy w rozdawaniu pieniędzy (chodzi mi o benefity, po…

Let's start again...

Here we are !
Actually here I am !

Dobra, dobra  koniec szpanu bo mój angielski jest ponownie na poziomie "yeah. of course, that's fine, ok". I tak Actually mówi się jednak akczli nie akszli, ale kogo to obchodzi, ja mówię akszli. Seriale są jednak mądrzejsze niż ja, jeżeli chodzi o język (ale nowość...). Moja głowa obecnie przypomina ogromny słoik, serio taka dawka języka angielskiego od 6 osób w tak krótkim czasie to dla mnie za dużo ( w sumie to 5 bo W. za dużo do mnie nie mówi prócz Hi- tak... ach te nastolatki...). Jednakże wróćmy może do początku .... 
Jak zawsze ja lubię robić różne dziwne rzeczy, które zazwyczaj nigdy nie są poddana głębszemu namysłowi, tak więc ja  jak to ja wpakowałam się w rodzinkę z 4 DZIECI, 2 PSÓW, 2 (chyba) KRÓLIKÓW, XXX(nie mam pojęcie, jak wiele ale na pewno dużo) ŚWINEK MORSKICH, 4 (na razie tyle naliczyłam) PAPUG, inne zwierzęta jeżeli są zainteresowane to są jak najbardziej mile widziane.......... Tak i oto jestem JA miłośniczka dzie…

High level.

Anglio nadchodzę! Ta dam ! Dama mistrz "życia", nieogaru, i typowego dla siebie yolo wraca ! Czasem się zastanawiam jak jeszcze długo Bozia będzie miała do mnie cierpliwość i będzie na mnie patrzeć z dobrocią, bo serio ja to chyba nie mam instynktu samozachowawczego i niczym ćma pcham się do unicestwienia. Pierwsza rodzinka z brzegu jaka się odezwała, 15 min skype, " I hope you would like to be our au pair" i Dama oczywiście wielkie YOLO i tak, jasne że tak. Co tam że 4-ka dzieci, co tam że jakieś zadupie na krańcu świata i że pustkowie, co tam, że kasa słaba, że nie ma tam komunikacji ! Dama mistrz! Wstańcie i zacznijcie klaskać. Mój przykład jest tym jak NIE wybierać rodzinki, i jak NIE być taką au pair jak ja czyli -ZŁĄ au pair.

Na dodatek, żeby złego było za mało to dzieci są w wieku  3, 6, 11, 16. Luke(3) - jestem na takiego to jeszcze da sie ustawić, Martha(6) - to już niby rozumne, szkoła odzywki czasem jak dowali z tekstem takie dziecko to człowiek może się…

#bez tytułu

Kocham studia, kocham sesje... - czujecie ten sarkazm? 
Nawet nie wiem co napisać - taa, coś nowego. Nie mniej jednak, jest źle. Przyszłam po dramatyzować, albo zapowiedzieć moją kolejną katastrofę życiową. Oczywiście mam rozdwojenie jaźni przed sesją, albo ogólnie tak... Teraz rozumiem lament Bili z tamtego roku na fb, obecnie czuje to samo. Mam wrażenie, że studia to jedno wielkie nieporozumienie, mam chęć wstać, wyjść i trzasnąć drzwiami.

 Jak na ten moment opiekowanie się rozwydrzonymi dzieciakami to pikuś przy tym całym g. Od marca "szukam rodzinki" -  ta ten cudzysłów nie jest przypadkowy. Moje poszukiwania polegają na założeniu konta na apw i za spamowaniu miliona grup na fb. Po dostaniu odp albo je ignorowałam, albo nawet jak na nie odp. to się okazywało, że ludzie szukają kogoś na już lub od czerwca, na dłuższy czas etc. (Zaznaczę, że w ogłoszeniu miałam dokładnie napisane od kiedy do kiedy mogę zostać). Tak więc mój rytuał powtarzał się mniej więcej co miesiąc, a …

W moim kraju, ale tak jakby nie moim ...

Od kiedy zaczęłam uzyskiwać jakąkolwiek świadomość polityczną czy poglądową, strasznie emocjonowałam się takim wydarzeniem jak wybory. Będąc niewiele młodsza byłam przekonana, że żyje w wolnym kraju, gdzie mój głos jako obywatela ma jakieś znaczenie, że jeżeli ludzie chcą to mogą coś zmienić w normalny i cywilizowany sposób. Nie rozumiałam i nadal nie rozumiem dlaczego ludzie nie mogą wykonać swojego przywileju, a zarazem obowiązku wobec swojego kraju. Nie wiem, nie wyobrażam sobie abym mogła słuchać od rodziców, że oni nie idą na wybory. Raz oni sami się motywują, a na dokładkę ja rzępolę, że muszą, że trzeba. Logiczny jest dla mnie wniosek, że jak człowiek nie głosuje (a miał możliwość) to nie ma prawa do narzekania. Bo dlaczego ? Nie chciało mu się podnieść dupy z krzesła i zrobić"trzech kroków", ale siedzieć i narzekać może - jak mu źle? Ja się pytam co zrobił żeby to zmienić ? "Mój głos nic nie zmieni" Na pewno te 50 % nie oddanych głosów nie zmieniłoby NIC, …

#4 Różnice różności ...

Ten post miał mieć inny temat jednak poniekąd będzie go dotyczył. Na początek chciałabym zauważyć, że mój 3 post z tej serii ma strasznie dziwne = duże zainteresowanie. Zastanawia mnie czy ludzie się z nim zgadzają, czy po prostu jak go czytają to się śmieją z mojej głupoty. Mniejsza z tym, dziś porozwodzę się nad tym sposobem bycia.  Temat podsunęła mi W. - pozdrowienia dla niej, jeżeli to czyta i nadal chce mnie zabić - o hostce "ona jest gorsza niż nastolatka" :)


Ostatni jej wypowiedź dała mi do myślenia i doszłam do wniosku, że w sumie w Anglii 3/4 społeczeństwa zachowuje się jak nastolatki, a może jak dzieci. Z jednej strony szybko wylatują z rodzinnego gniazda, kończysz HS i nara. Wiadomo, zdarzają się przypadki, że ludzie mieszkają z rodzicami, ale nie są to takie relacje do jakich my jesteśmy przyzwyczajeni (może tylko ja ?). Idziesz do pracy będąc jeszcze w HS lub bezpośrednio po nim, idziesz do College'u i w sumie odwiedzasz rodziców raz na miesiąc, może na dwa…

Last Christmas ... uuu wait a sec.. ?!

Tyleeeeee radości w końcu coś się dzieje w moim portfelu i na dodatek dostałam  w końcu PIT.


Może rozprawianie o stanie konta nie jest w dobrym guście, ale Boże ileż można żyć z dnia na dzień...
Poza tym, skończyłam wypełniać konto na apw, nawet rozesłałam kilka aplikacji. Pododawałam ogłoszenia na kilku grupach na facebooku. Dostałam kilka odpowiedzi/zgłoszeń jednak na samą myśl o pisaniu po angielsku robi mi się słabo, wszystkie chęci się ulatniają...



Opisze wam rodzinkę, która mnie niezmiernie rozbawiła na apw: 5 dzieci i rodzice, jedno mieszka z którymś rodzicem z innego małżeństwa, wiek dzieci chłopiec 27(aktor), chłopiec 21(artysta), (tutaj nie jestem już pewna ale )dziewczyna 17, chłopiec 13. Główne zadanie to pomoc w kręceniu soku dla mamy bo jest na jakieś diecie. Serio ? 27?! 


A teraz wesołych i białych Świąt Wielkanocnych, smacznego jajka i śnieżnego dyngusa! 

hajs? jaki hajs?

Mam straszną niegospodarność rozumu... burdel w mózgu, burdel na pulpicie, burdel w folderach, burdel na biurku, burdel w pokoju... pustka na koncie... Jestem załamana, nie jestem w stanie przypomnieć sobie, czasu kiedy mój portfel i konto świeciło takimi pustkami jak dziś...Na początku miesiące moje fundusze w przedziwny sposób ulotniły się z wszelakich zakamarków, przeszukałam już wszystkie kieszenie w spodniach, płaszczach i torebkach, pozbierałam wszystkie groszówki leżące na podłodze w całym domu jednak nadal nic nie mam...



 Nie wiem jaki stan ma mój bak w samochodzie bo boję się patrzeć na deskę rozdzielczą, jeżdżę z nadzieją, że dotrę do następnej stacji... Bilet miesięczny mi się skończył, co najgorsze ubezpieczenie na samochód też się ulotniło, na dodatek nadal jeżdżę na zimówkach .... Przez ostatnie  dwadzieścia dni siedzę zastanawiając co się stało, jak do tego doprowadziłam, nie wierząc w to ... Już przestałam nawet sprawdzać stan konta z nadzieją, że jakiś zabłąkany przel…

do przodu

Pokonując moje wymówki, lenistwo, brak chęci, miliony zaczętych książek, bałagan w pokoju, simsy chodzące w tle postanowiłam w końcu coś tu zanotować, aby kiedyś (w dalekiej) przyszłości popsioczyć nas swoją bezmyślnością. Wieki mnie tu nie było, najpierw praca, którą się jarałam jak pochodnia i po 8 godzinach pracy byłam niezdolna do niczego, i przez którą znienawidziłam baleriny (nigdy nie sądziłam, że do tego dojdzie!), później sesja - gdzie na samym początku moje szanse zrobiły się znikome, a później błogie lenistwo.

W sumie strasznie tęskni mi się za pracą- tak za lataniem z wieszaczkiem lub miotłą, odpowiadaniem na różne pytania, przewracaniu tony ubrań w poszukiwaniu tej jednej jedynej sztuki bluzeczki, którą pani sobie upatrzyła (bo koleżanka taką ma! - chociaż kupiła ją kilka miesięcy temu), robieniu "palcówki" lol na wieszaczkach, za głośną muzyką... Ogólnie strasznie mi się nudzi w domu, z chęcią bym pomarudziła komuś nad głową, pozakazywała (chociaż i tak mam gó…