Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z październik, 2014

It's time to go !

Tak, po 203 dniach w Anglii nadszedł czas, aby wrócić na stare śmieci. Aby otrzepać głowę z wakacyjnej beztroski i braku odpowiedzialności. Nadszedł czas nabijania wiedzy do głowy oraz szarej rzeczywistości, która przygniata człowiek do  ziemi w bardzo dobry sposób zdejmując go z obłoczków na których się unosił.

Podsumowując - na początku miałam ogromny, żal do rodziny w jaki sposób się rozstaliśmy, ale najwidoczniej miałam - ponownie - zawyżone wyobrażenie do wszystkiego oraz do minionych siedmiu miesięcy. Jednak po czasie nasza wspaniała rzeczywistość  przywróciła mnie do żywych w dość szybkim tempie i co było to było i odeszło w niepamięć. Czy będę podsumowywać dokładnie, każdy szczegół ? Nie wiem, może kiedyś mnie natchnie, ale teraz jakoś nie mam do tego głowy. Po powrocie nie mam jakiejś strasznej mani "o Boże jak tam było wspaniale", jest jak jest dwa różne światy, jest mi smutno z powodu naszej Polskiej rzeczywistości, ale co zrobisz?
Niedawno podjęłam się pomysłu - …

Kasztanyu królowej.

No więc po mojej wspaniałej akcji z nogą został mi ostatni tydzień w Anglii, czwartek miałam wolny i myślałam nad ostatnią wizytą w Londynie, ponieważ noga już mnie nie bolała. Jednak ze względu na fakt, że o 17 miałam zacząć bs stwierdziłam, że wgl mi się nie opłaca. W związku z czym wybrałam się pierwszy raz pociągiem do Windsoru, a oto tego skutki. 

























Oxford - last minute

Ostatnimi czasy straciłam nadzieje na Oxford, myślę - nie ma kiedy, nie zdążę, bywa.. Jednak H. miała wolną sobotę - a więc niewiele myśląc, komu w drogę temu czas ! Wyjechałyśmy o 7:36 - O mój Boże wstać rano w sobotę! Bilet niecałe 15f, godzina drogi. Na miejscu o dziwo nie było darmowej mapki - serio ? Nawet w Brighton znalazłyśmy mały przewodni z mapką w informacji turystycznej, a tu owszem mapka była (nie za ciekawa) za 2f, lub już lepsza za 3 lub więcej. My desperatki zdecydowałyśmy się na błądzenie, na własną rękę oraz wiarę w nasze zdolności lingwistyczne. Jednak nie było to aż tak konieczne, zdecydowanie dobrze rozwinięte w Oxfordzie są pkt. informacyjne z mapkami (zdecydowanie lepiej niż w Brighton oraz częściej niż w Londynie). Wychodzimy na ulice i moje pierwsze słowa "jaki tu spokój". Kiedy zagłębiłyśmy się w miasto - ZAKOCHAŁAM się i zastanawiam się do którego miasta pałam większym uczuciem do Londynu czy do Oxfordu. Boże gdybym tylko mogła poszłabym na archite…