Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z kwiecień, 2014

Zły dzień...

Mam nadzieje, że nie jestem jedyną na świecie au pair, która potrafi zrobić coś głupiego, nieodpowiedzialnego, strasznego, przerażającego, czy już mówiłam, że głupiego? Wczorajszy dzień był najgorszym dniem mego życia, jeżeli zerwałaby się wichura i lał deszcz (o poczekaj tak właśnie było) i na dodatek spadł meteoryt to chyba i tak by mnie to nie zdziwiło. Wczoraj zaliczyłam niemalże zgon, do tej pory trzęsą mi się nogi. Jednakże jestem niezmiernie szczęśliwa, iż T nie chciał mi pomagać w tym właśnie dniu w kuchni bo perfidnie padłabym tam trupem. Nie będę opisywać co się wydarzyło bo od samego myślenia o tym robi mi się zimno. Jednak jeżeli czyta to jakaś inna au pair lub ktokolwiek niech mi powie, że każdemu się może coś nie wyjść... Mam nadzieję, że to jak przyjęli to hości "nie martw się każdemu się może zdarzyć" jest prawdziwą wersją, a nie chęcią pocieszenia mnie pod myślą "Boże cóż za idiotkę mamy pod naszym dachem".

Święta, niby takie same, a jednak inne..

Od kilku lat rozpaczam nad faktem, że  święta (każde) nie mają już swojej magii i uroku. Jednak w tym roku spędzając je samotnie z dala od domu dotarło coś do mnie.  Musze nadmienić, że ostatnimi czasy nie byłam zbyt pobożna, a do kościoła jakoś nie było mi po drodze. Jednak 3  tygodnie temu stwierdziłam, że w sumie co mi szkodzi hości i tak chodzą co tydzień to i ja mogę się wybrać, zobaczę jak jest no i na dodatek mogę się osłuchać z językiem.  Chodzę do katolickiego kościoła, ksiądz jest Hiszpanem i ma strasznie mocny akcent, czasem słówka makabrycznie przekręca, ale jest  pozytywny i uśmiechnięty więc na plus. Poza tym nie ma żadnego klękania i  komunia różni się odrobinę od tej w moim kościele. Mianowicie tu dostajesz  „opłatek” na rękę (co dziwne nie musi to być ksiądz, przynajmniej w moim rodowitym kościele nigdy się tak nie zdarzyło więc dla mnie było to trochę dziwne) i po bokach stoją osoby z winem w kielichach i o ile się chce można podejść i się „napić”. Co mnie zaskoczy…

Co tu dużo mówić ...

3 tygodnie. Dokładnie, niby nic się nie działo, a jak chcę opisać coś co miałoby jakikolwiek sens, to oczywiście już nie pamiętam. Na początku miesiąca spotkałam się z dwoma Czeszkami, spotkałyśmy się z jednym z pubów(tak mój pierwszy raz w takim miejscu). Jak nie angielski to polski lub czeski, jednakże pomimo wszystko muszę powiedzieć, że nasze języki nie są, aż tak podobne jak mi się początkowo zdawało. Był to również mój pierwszy raz z klasycznym burgerem – i mimo wszystko mówię Nie.  Pozory mylą nie jestem wielbicielką ff – a na pewno tych w bułce. W następnym tygodniu spotkałam się z Węgierką. Pierwsze wrażenie – jest strasznie podobna z wyglądu do mojej byłej psia z mieszkania, kto wie ten wie, raczej za nią nie przepadałam.  Jednak mimo mojej pierwszej blokady z dziewczyną rozmawia się sympatycznie, mimo mojego łamanego angielskiego.  Poznała Polaków, ma znajomą Polkę, więc jest w stanie rozpoznać polski na ulicy no i oczywiście zna nasze soczyste i elokwentne „kurwa”. Dru…