Przejdź do głównej zawartości

About me


Cześć kochani, 
pewnie zastanawiacie się kimże jest osoba, która notorycznie marudzi i Was poucza, na tym "szalonym" blożku?
Otóż "moi" zwę się Paulina, mam 23 lata i mieszkam na odludziu, gdzie cytując klasyka "wrony zawracają". W przerwie pomiędzy wymagającymi, trudnymi studiami oraz pracą do upadłego wybieram się na wycieczki w celu odnalezienia sensu życia. Mówiąc po ludzku - studiuję to co chciałam, chcę i lubię, ale prawdopodobnie nie znajdę zatrudnienia w kierunku, w związku z czym notorycznie wybieram się gdzieś jako Au Pair, aby o tym zapomnieć.
AU PAIR:
03-10.2014 Berkshire, UK
07-09.2015 Devon, UK
06-??.2017 ??


Zabiegana, zaczytana i nierozgarnięta marzycielka nieudolnie starająca się spełniać swoje cele i pragnienia. Lubiąca planować sobie życie niekoniecznie mierząc siły na zamiary..  


Uwielbiająca przewidywać zakończenia filmów czy książek. Wieczorne spacery to coś co ją uspokaja, brak tłumów i przepychanek, chwila oddechu po intensywnym dniu.  

Jeszcze niedawno pasjonowała się fotografia, jednak z powodu braku czasu i czystego lenistwa zagubiła się.

Czasem zbyt pesymistycznie podchodząca do swojego życia, zazwyczaj raczej bardziej optymistycznie patrzę na życie drugiego człowieka. Dystans i dziwne poglądy na temat otaczającej rzeczywistości, sprawiają że nie jest łatwo ją lubić czy nawet tolerować. O ile jest to możliwe.  




Marzą mi się niestworzone rzeczy, a w tym podróż do Stanów Zjednoczonych, nie pytajcie dlaczego, sama już chyba nie wiem. Jedyne co wiem, że tego chcę od bardzo dawna. 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

New Year, new me.... lol just kidding..

Tak więc patrząc na poprzedni rok, mam nadzieję że moja skromna osoba będzie bardziej stanowcza i wytrwalsza w dążeniu do celów niż w roku poprzednim. Być może nie nazwałabym zeszłego roku porażką nawet małą (w końcu przynajmniej zaliczyłam semestr - hehe taki żarcik), ale na pewno zawiodłam na wielu polach, jak np. mój wyjazd - totalna porażka, bo nawet nie postawiłam palca na mapie, a co dopiero podróż, a co do samego podróżowania to również słabo. I inne niewielkie rozczarowania. 

Nie mam wielu postanowień, jednak moim celem na ten rok jest to, aby przestać być takim małym narzekaczem! Szok i niedowierzanie. A no i może poprawić liczebność postów na blogu, bo zeszłoroczne 2 posty... no cóż tu dużo mówić. No i przebieram nóżkami w oczekiwaniu na wyjazd, mam nadzieję że w tym roku się ogarnę!



Moi mili w tym Nowym Roku, życzę wam przede wszystkim siły woli, szczęścia i zdrowia, a wszystko czego pragniecie niech wam się ziści.

Czas decyzji.

Wiecie czego najbardziej nie lubię??  Podejmowania decyzji.
Podejmowanie decyzji to najbardziej stresujące chwile w moim życiu.... Stresowałam się przy wyborze gimnazjum, później liceum i kierunku w liceum, przedmiotów zdawanych na maturze, tematu z j. polskiego na maturze, kierunku studiów, powrotu na studia, wyboru agencji, wyborze tematu pracy inżynierskiej (do której pisania już straciłam zapał) za każdym razem na teście abc na egzaminie czy sprawdzianie. To takie chwile gdzie czuje się pod presją, zaczynam gdybać i zastanawiać się - co w moim przypadku nie jest dobrym rozwiązaniem. A już wgl. jak coś polubiłam lub mi się podoba to jest wgl. kaplica. hahha Tak samo jest dzisiaj kiedy muszę wybrać pomiędzy rodzinkami, obie są przesłodkie oraz obie są totalnie różne. 
Co do moich poszukiwań prowadziłam kilka rozmów z różnymi rodzinkami, dostałam paręnaście propozycji czy pozytywnych odpowiedzi. Jednak rozmowę na Skype zdecydowałam się tylko  z trzema. 
#1 Rodzinka z Irlandii co.Cava…

Popadając w marazm...

Wieki mnie tutaj nie było... I można by powiedzieć, że od tego czasu popadam w marazm, letarg, gnije w miejscu, zwał jak zwał...
Pod koniec września wróciłam do domu, na uczelnie, później do pracy.... i tak sobie bimbam nic nie robiąc.. Było dużo marzeń, słów, wywodów, mimo to mało motywacji i działania... Miały być wakacje życia wyszła nuda, nuda, nuda i jeszcze nuda. Zostałam tym razem w domu, na praktyki i w pracy. Bo przecież zmiana pracy co chwile, 3 miesiące tu to tam raczej średnio wygląda w CV, bo odpocznę, bo to bo siamto. Już po półmetku stwierdzam, że te wakacje zmęczyły mnie bardziej niż podcieranie tyłków cudzym dzieciom w innym kraju. Tęskno mi za językiem, ola boga i to jak BARDZO ! Sama nie wierze w to co mówię, ale tak bardzo mi tęskno jak stąd do Londynu. Tęskno mi za tym uczuciem niepewności " czy dam radę, wgl gdzie ja jadę i do kogo ?!", wiecie taka adrenalinka, za podróżami. Boże jak ciężko mi się zmotywować, żeby gdzieś pojechać jak siedzę w domu, nawe…