Przejdź do głównej zawartości

What's wrong with me ?

Ostatnio coraz częściej zaczynam się zastanawiać czy na pewno wszystko ze mną dobrze? Może najwyższy czas dorosnąć? Wydaje mi się, że pisałam o tym posta, jeżeli tak to się powtórzę (ohohoh, mam tyle postów, że nie ogarniam - taa jasne...), a jeżeli nie to w sumie chyba za dużo o tym myślę...

Kurcze mam 21 lat i raz czuję się jak osoba, która w sumie powinna się pakować, bo nie ogarnia tego co jest teraz na topie i ogólnie moje "lata młodości" już odeszły w zapomnienie. Jednak z drugiej strony czasem myślę sobie "Wait? What? Przecież mam dopiero 21 lat jeszcze szmat życia przede mną" ...

Tak więc znacie to uczucie kiedy przeglądacie facebook'a albo rozmawiacie z kuzynostwem/młodszym rodzeństwem/ host dziećmi i odnosicie wrażenie, że no kurcze, ale starzy jesteście? Gimnazjum kończyliście jakieś 5 lat temu, niby nie jest szmat czasu (no kurde przecież to mniej niż 10 czy 20 lat), czasem czujecie jakby to było wczoraj... Jednak nie znacie trendów, nie ogarniacie sposobu postrzegania świata przez te dzieciaki. Zapomnieliście jak to było kiedy sami byliście nastolatkami, albo myślicie "nie no ja taka nie byłam". Kurcze, a pamiętacie wasz pierwszy telefon? Szał co nie ? Albo komputer ?  A teraz 11-latka mówi mi, że "I phone nie jest wcale drogi, wgl. jak można nie mieć nic z Apple ?". Ja w jej wieku jeszcze nie miałam wgl. telefonu, nawet o tym nie marzyłam, a ona mi mówi, że nie mieć Iphona to wgl obciach...   A 6-latka jest uzależniona od youtube i tableta, co tam, że nie umie czytać czy "spelować". A ja sobie myślę "kurde jak ja miałam 6 lat to... no nie wiem... kurde spędzałam czas do nocy bawiąc się patykami na dworze czy coś...". W sumie czuję się tak jakbym w jej wieku jadła jeszcze piasek z piaskownicy... Albo pamiętacie to uczucie jak ciocie przyjeżdżały na święta i zawsze pytały "i jak tam Ci idzie? jak szkoła? itp", pamiętacie jak tego nie cierpieliście, jak bardzo niezręczne to było? Tak więc, ja się tak czuję jak zostaje z nastolatkami sama w pomieszczeniu, albo ogólnie przyjeżdża kuzynostwo, jakieś nastolatki i no kurcze o czym masz z nimi rozmawiać? Kurde wolę nic nie mówić bo czuję się jak ta ciocia. I ta myśl "BOŻE jaka ja stara jestem". Albo jeszcze ten nieszczęsny facebook przeglądacie go i dzieciaki przechodzą fazy bff i słitaśnych fotek i przypominacie sobie naszą klasę i to jak wy lub wasi znajomi to przechodzicie i czujecie się tak jakby to było wieki temu ?

Proszę powiedzcie, że nie tylko ja tak mam...

Z drugiej strony przeglądając (tego nieszczęsnego) facebook'a i widzicie waszych znajomych którzy się zaręczają, podejmują nową pracę, emigrują gdzieś, kupują nowy samochód, chwalą się pierwszym lub którymś z kolei dzieckiem. Czujecie kurde serio tylko ja na tym świecie nie mam jeszcze dziecka ? Halo no na prawdę ? Tylko ja nie mam stałej pracy? Tylko ja nie jeżdżę na wakacje? Tylko ja niańczę cudze dzieci za ochłapy? Co jest ze mną nie tak? Może powinnam dorosnąć i no nie wiem poszukać męża czy coś? Zaciągnąć kredyt, znaleźć pracę, usiąść na dupie i siedzieć ?  Serio? Przecież ja mam dopiero 21 lat !  Jeszcze mam na to czas....


A ja, a ja jak zawsze z głową w chmurach... Planuję dziwne rzeczy...  Zachciało mi się no nie wiem... Nowej Zelandii na przykład?... Tak dokładnie Nowej Zelandii... Jestem zbyt bojaźliwa, żeby sama zwiedzić Europę, a nikt ze mną nie chce tego zrobić, w związku z czym nie mam planów na następne wakacje... Tak więc wymyśliłam sobie takie coś. Co tam, że nadal nie umiem angielskiego! Co tam, że nie mam wizy i ogólnie nie ogarniam której będę potrzebować, nie wiem czego wgl. potrzebuje, co tam, że jeszcze nie stać mnie na bilet, jak ja nawet NIE MAM paszportu.  Nie wiem co z tego wyjdzie, nie wiem czy nie zmienię zdania, jednak HEJ od czego są marzenia? W myślach uważam się, za podróżnika, jednak tylko sama się okłamuje,bo w sumie nigdzie nie byłam i mało wiedziałam, ale ciii.. to tajemnica.

Mam 21 lat, nie myślę o stałej pracy, o potrzebie zaciągnięcia kredytu czy o tworzeniu rodziny, czy wszystko ze mną dobrze?

Tak więc o to ja niepoprawna marzycielka, parająca się niańczeniem cudzych dzieci, myśląca o sobie, że podbija świat, a tak na prawdę siedzi na kanapie i przerzuca kanały. Może czas dorosnąć?


Komentarze

  1. Więcej odwagi i konsekwencji w tym co robisz. Tam, gdzie spotykasz się z wątpliwościami, mów TAK! Obejrzyj sobie film "Yes Man" z Jimem Carreyem w roli głównej. ;) Dobra komedia, ale też poniekąd pokazuje siłę podświadomości. :) im bardziej będziesz otwierać się na nowe rzeczy, tym będziesz bardziej usatysfakcjonowana ze swojego życia. Mówi ci to ktoś, kto sam stara się mówić TAK, nie dorastając :) a na dorosłość jeszcze przyjdzie pora. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetny post i utożsamiam się z nim w 100%! Jestem dwa lata młodsza, ale liczę że w wieku 21 baa 25 lat wciąż będę bez dzieci i kredytów! Niedługo zaczynam swoją przygodę jako au pair w USA, a co dalej to czas pokaże :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Czas decyzji.

Wiecie czego najbardziej nie lubię??  Podejmowania decyzji.
Podejmowanie decyzji to najbardziej stresujące chwile w moim życiu.... Stresowałam się przy wyborze gimnazjum, później liceum i kierunku w liceum, przedmiotów zdawanych na maturze, tematu z j. polskiego na maturze, kierunku studiów, powrotu na studia, wyboru agencji, wyborze tematu pracy inżynierskiej (do której pisania już straciłam zapał) za każdym razem na teście abc na egzaminie czy sprawdzianie. To takie chwile gdzie czuje się pod presją, zaczynam gdybać i zastanawiać się - co w moim przypadku nie jest dobrym rozwiązaniem. A już wgl. jak coś polubiłam lub mi się podoba to jest wgl. kaplica. hahha Tak samo jest dzisiaj kiedy muszę wybrać pomiędzy rodzinkami, obie są przesłodkie oraz obie są totalnie różne. 
Co do moich poszukiwań prowadziłam kilka rozmów z różnymi rodzinkami, dostałam paręnaście propozycji czy pozytywnych odpowiedzi. Jednak rozmowę na Skype zdecydowałam się tylko  z trzema. 
#1 Rodzinka z Irlandii co.Cava…

New Year, new me.... lol just kidding..

Tak więc patrząc na poprzedni rok, mam nadzieję że moja skromna osoba będzie bardziej stanowcza i wytrwalsza w dążeniu do celów niż w roku poprzednim. Być może nie nazwałabym zeszłego roku porażką nawet małą (w końcu przynajmniej zaliczyłam semestr - hehe taki żarcik), ale na pewno zawiodłam na wielu polach, jak np. mój wyjazd - totalna porażka, bo nawet nie postawiłam palca na mapie, a co dopiero podróż, a co do samego podróżowania to również słabo. I inne niewielkie rozczarowania. 

Nie mam wielu postanowień, jednak moim celem na ten rok jest to, aby przestać być takim małym narzekaczem! Szok i niedowierzanie. A no i może poprawić liczebność postów na blogu, bo zeszłoroczne 2 posty... no cóż tu dużo mówić. No i przebieram nóżkami w oczekiwaniu na wyjazd, mam nadzieję że w tym roku się ogarnę!



Moi mili w tym Nowym Roku, życzę wam przede wszystkim siły woli, szczęścia i zdrowia, a wszystko czego pragniecie niech wam się ziści.

Popadając w marazm...

Wieki mnie tutaj nie było... I można by powiedzieć, że od tego czasu popadam w marazm, letarg, gnije w miejscu, zwał jak zwał...
Pod koniec września wróciłam do domu, na uczelnie, później do pracy.... i tak sobie bimbam nic nie robiąc.. Było dużo marzeń, słów, wywodów, mimo to mało motywacji i działania... Miały być wakacje życia wyszła nuda, nuda, nuda i jeszcze nuda. Zostałam tym razem w domu, na praktyki i w pracy. Bo przecież zmiana pracy co chwile, 3 miesiące tu to tam raczej średnio wygląda w CV, bo odpocznę, bo to bo siamto. Już po półmetku stwierdzam, że te wakacje zmęczyły mnie bardziej niż podcieranie tyłków cudzym dzieciom w innym kraju. Tęskno mi za językiem, ola boga i to jak BARDZO ! Sama nie wierze w to co mówię, ale tak bardzo mi tęskno jak stąd do Londynu. Tęskno mi za tym uczuciem niepewności " czy dam radę, wgl gdzie ja jadę i do kogo ?!", wiecie taka adrenalinka, za podróżami. Boże jak ciężko mi się zmotywować, żeby gdzieś pojechać jak siedzę w domu, nawe…