Przejdź do głównej zawartości

piątek

Ostatnio zauważyłam, że nie robię super nudnych i super długich wywodów. So sad. Teraz nawet nie wiem o czym mogłabym pisać, o super nudnych wykładach, o kosmicznej fizyce, o zadziwiającej niechęci do uczenia się na jakiekolwiek koło, o czasie który nadal ucieka między moimi palcami ? O Wrocławiu, którego nie chce mi się zwiedzać? O ludziach, których nie znam lub których nie jestem w stanie znieść lub ogarnąć ? O zmianach których nie potrafię wcielić w życie? O rzeczach i sprawach których nie znam? Chyba nie. Chociaż mam jedno pytanie dlaczego ludzie trzymają swoje buty w sypialni na półkach, lecz wgl jak można trzymać buty w sypialni ? 

Komentarze

  1. Mnie już nic nie zaskoczy. Nawet buty w sypialni. Po tym jak widziałam wyimaginowane sprzątanie i zakupy nic nie jest mi straszne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cooo ?? Jakie wyimaginowane sprzątanie i zakupy ? O co chodzi ?

      Usuń
    2. Wiesz, mówisz komuś żeby posprzątał, ten ktoś siedzi i sprząta z godzinę, a efekt jest taki sam, chociaż sam sprzątający uważa inaczej. Albo mówisz, że trzeba coś kupić i zostajesz zagięra tym, że ten ktoś cały czas coś kupuje, chociaż tego nie widać.

      Usuń
    3. Aaaaaaa.. skąd ja to znam, powiedz mi ? Tak bardzo moja codzienność ... tak bardzo...

      Usuń
  2. A tak w ogóle, Ty w końcu mieszkasz we Wro czy u siebie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W tyg. we Wro a w weekend u siebie, lub jeszcze gdzieś :P Obecnie zastanawiam się czy mieszkania nie zamienić na akademik :P

      Usuń
    2. Czemu? Akademik to zło wcielone :D

      Usuń
    3. Naprawdę ? Mi strasznie dużo osób poleca akademiki, jednak ja nie jestem wstanie wyobrazić siebie w akademiku:P No wiesz taniej, bliżej na uczelnie i wgl. Może przestałabym być tak aspołeczna i wgl.

      Usuń
  3. Spałam jedną noc w akademiku i stwierdzam, że wolę być jednak dalej aspołeczna i normalnie funkcjonować. No i wiesz, jedna kuchnia i łazienka na ileś tam pokoi? No way..

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Czas decyzji.

Wiecie czego najbardziej nie lubię??  Podejmowania decyzji.
Podejmowanie decyzji to najbardziej stresujące chwile w moim życiu.... Stresowałam się przy wyborze gimnazjum, później liceum i kierunku w liceum, przedmiotów zdawanych na maturze, tematu z j. polskiego na maturze, kierunku studiów, powrotu na studia, wyboru agencji, wyborze tematu pracy inżynierskiej (do której pisania już straciłam zapał) za każdym razem na teście abc na egzaminie czy sprawdzianie. To takie chwile gdzie czuje się pod presją, zaczynam gdybać i zastanawiać się - co w moim przypadku nie jest dobrym rozwiązaniem. A już wgl. jak coś polubiłam lub mi się podoba to jest wgl. kaplica. hahha Tak samo jest dzisiaj kiedy muszę wybrać pomiędzy rodzinkami, obie są przesłodkie oraz obie są totalnie różne. 
Co do moich poszukiwań prowadziłam kilka rozmów z różnymi rodzinkami, dostałam paręnaście propozycji czy pozytywnych odpowiedzi. Jednak rozmowę na Skype zdecydowałam się tylko  z trzema. 
#1 Rodzinka z Irlandii co.Cava…

New Year, new me.... lol just kidding..

Tak więc patrząc na poprzedni rok, mam nadzieję że moja skromna osoba będzie bardziej stanowcza i wytrwalsza w dążeniu do celów niż w roku poprzednim. Być może nie nazwałabym zeszłego roku porażką nawet małą (w końcu przynajmniej zaliczyłam semestr - hehe taki żarcik), ale na pewno zawiodłam na wielu polach, jak np. mój wyjazd - totalna porażka, bo nawet nie postawiłam palca na mapie, a co dopiero podróż, a co do samego podróżowania to również słabo. I inne niewielkie rozczarowania. 

Nie mam wielu postanowień, jednak moim celem na ten rok jest to, aby przestać być takim małym narzekaczem! Szok i niedowierzanie. A no i może poprawić liczebność postów na blogu, bo zeszłoroczne 2 posty... no cóż tu dużo mówić. No i przebieram nóżkami w oczekiwaniu na wyjazd, mam nadzieję że w tym roku się ogarnę!



Moi mili w tym Nowym Roku, życzę wam przede wszystkim siły woli, szczęścia i zdrowia, a wszystko czego pragniecie niech wam się ziści.

Popadając w marazm...

Wieki mnie tutaj nie było... I można by powiedzieć, że od tego czasu popadam w marazm, letarg, gnije w miejscu, zwał jak zwał...
Pod koniec września wróciłam do domu, na uczelnie, później do pracy.... i tak sobie bimbam nic nie robiąc.. Było dużo marzeń, słów, wywodów, mimo to mało motywacji i działania... Miały być wakacje życia wyszła nuda, nuda, nuda i jeszcze nuda. Zostałam tym razem w domu, na praktyki i w pracy. Bo przecież zmiana pracy co chwile, 3 miesiące tu to tam raczej średnio wygląda w CV, bo odpocznę, bo to bo siamto. Już po półmetku stwierdzam, że te wakacje zmęczyły mnie bardziej niż podcieranie tyłków cudzym dzieciom w innym kraju. Tęskno mi za językiem, ola boga i to jak BARDZO ! Sama nie wierze w to co mówię, ale tak bardzo mi tęskno jak stąd do Londynu. Tęskno mi za tym uczuciem niepewności " czy dam radę, wgl gdzie ja jadę i do kogo ?!", wiecie taka adrenalinka, za podróżami. Boże jak ciężko mi się zmotywować, żeby gdzieś pojechać jak siedzę w domu, nawe…