Przejdź do głównej zawartości

Maj w pigułce

Obiecanki cacanki, czyli ja i mój słomiany zapał. Prowadzenie tego bloga tak bardzo odzwierciedla mnie, czyli ta cała systematyczność i zapał do pisania. Obecnie swoją niechęć tłumaczę tym, że chętnie porobiłabym zdjęcia, a nie mam czym bo przecież aparat został w domu. Czyli ja w pełnej krasie, szukająca nowych wymówek, bo zawsze coś się znajdzie.
Tak więc cóż się wydarzyło w tym miesiącu ? Szczerze?  To już pewnie sama nie pamiętam...

W sumie, wszystko mi już się zatarło... To takie przykre.


Ogólnie początek mają - pogoda marzenie, słonko, gorąc, smażing i te sprawy. Więc w któryś weekend sama wybrałam się pociągiem do Reading, jak o tym myślę teraz, to się zastanawiam jaką trzeba być ignorantką i nieukiem aby nie opanować podstawowych słów, które zapewnią nam w miarę normalną rozmowę, która umożliwi nam podróżowanie. Jednak pani z okienka zrozumiała mnie, upewniła się jeszcze pokazując na migi czy na pewno mi o to chodzi, tak niezmiernie mi źle z tego powodu, ale cóż począć kiedy będąc nieukiem chce się wyruszyć w wielki świat.

Czyli ulicami Reading



 

 


 A oto ciekawy sklep, który intryguje wyglądem od zewnątrz a co dopiero od wewnątrz.


Czyli jak ze słonecznej lecz wciąż chłodnawej Anglii przenieść się na słoneczną piaszczystą plaże w Kalifornii.


Szum morza, przyciemnione światła, wszędzie deski surfingowe i imitacje okien przedstawiających plaże.
I świetny żyrandol z równie świetną jakością zdjęcia

 A na przeciwko był sklep Disney'a  nie mam pojęcia gdzie pogubiłam resztę zdjęć :(



 I trochę zdjęć pt. "Pociągiem przez świat"




Czyli coś o czym wszyscy wiemy, ale mało kto stosuje się do tego w Polsce.

Praca pracą, raz pracuje się mniej raz więcej takie życie. Czasem trzeba wstać o 6,  a innym razem można pospać do 10. A więc jak ma się dzień wolny czasem trzeba coś z nim zrobić, a czasem masz ochotę położyć się na łóżku i zaprzątać sobie głowę nic nie robieniem.

A tu mała wycieczka rowerem do Windsor


Dorney Lake  czyli jezioro na którym odbywała się Olimpiada, zawsze można tam spotkać ćwiczących wioślarzy (?) lub kolarzy oraz mnóstwo osób spacerujących wokół jeziora. Jednym z ciekawszych miejsc jest siłownia przy Tamizie, dopiero niedawno odkryłam, że to siłownia, a nie hangar na łodzie :D


 
A druga ścieżka jest przy samej Tamizie, jeżeli jest się chętnym można zawsze za darmo pooglądać wyścigi konne.

A taki widok spotykamy na dole.
Niby górka mała, ale weź na nią wiedź albo wejdź, po kilku milowej przejażdżce.

A to na uwieńczenie trudu.  

A podczas jednego z weekendów stało się coś na co niezmiernie czekałam już od dłuższego czasu czyli : 














Dobra no więc tak, zdjęcia są pomieszane, na dodatek za dużo ich nie mam, ogólnie sama przeżywałam, że tam jestem i zakochiwałam się w architekturze i ogólnie praktycznie wszystkim co tam było. Do Londynu wybrałam się z Kate - Australijką, dojechałyśmy na Paddington i przesiadłyśmy się na metro na Oxford Street, a stamtąd ruszyłyśmy pieszo, co prawda dużo nie pozwiedzałyśmy, ale mi jak na jeden dzień wystarczy. Ogólnie był chyba strajk (złe słowo, ale nie mogę znaleźć innego) rowerzystów pod hasłem "miejsce dla rowerów" - o ile dobrze pamiętam (co do mojego zdania na ten temat innym razem), więc w sumie dla nas było to dobre bo mniej samochodów było w centrum. Kiedy doszłyśmy na Whitehall i zobaczyłam Big Bena to się popłakałam. Wiem dziwne to jest, bo w sumie odwiedzenie Londynu nie było moim super marzeniem, za które mogłabym sie pociąć. Po prostu wiedziałam, że chciałabym zwiedzić i zobaczyć Londyn. Jednak takiej reakcji się nie spodziewałam, dla jednych to codzienność, dla innych nic nowego bo już tu byli kilka razy, dla innych to okropność,a jeszcze innych nic niezwykłego. Ja od dłuższego czasu jestem pochłaniaczką romansów historycznych (nic ambitnego), nawet nie jest to niczym  opartym na prawdziwych faktach po prostu wytwórnią wyobraźni autora, ale kiedy w końcu znajdujesz się w otoczeniu ulic i budynków o które każdego wieczoru czytasz i masz w głowie, które widzisz co jakiś czas na ekranie (i tak naprawdę nie robią one na Tobie wrażenia), ale kiedy stajesz przed nimi jesteś oniemiały. Pierwsze co powiedziałam to "ale on jest mały", serio nie wiem zawsze się spodziewałam, że Big Ben będzie wielki i wgl, a z daleka i zarówno z bliska nie wydawał się, aż taki ogromny jakby można myśleć na podstawie zdjęć. Co do Pałacu, po ulicach z taką architekturą nie wywarł on na mnie, aż takiego wrażenia, gdyby nie brama to chyba bym nie wiedziała, że stoję przed pałacem. Ogólnie mam nadzieje, że to nie był mój pierwszy i ostatni raz w Londynie, bo jeszcze mam mnóstwo rzeczy do zobaczenia i zwiedzenia, więc następnym razem kiedy go odwiedzę postaram się robić więcej zdjęć i zrobić osobną relacje. A teraz małe słodkości 








Tak więc w sobotę byłysmy w Londynie, a w niedzielę wybrałyśmy się do Henley on Thames wow, wow cóż za wymyślna nazwa, słodkie miasteczko jeszcze tak strasznie nieskażone nowoczesnością czyli pomylenie z poplątaniem jeżeli chodzi o zagospodarowanie przestrzeni jak np. w Maidenhead. Ale oczywiście nie zrobiłam zdjęć, może następnym razem ... 

Ale google zawsze prawdę powie :) 

A poza tym w połowie maja po raz kolejny rozmawiałam Hostką na temat tego pobytu, tak wiec oficjalnie zostaje do końca września, oni mają urlop pod koniec sierpnia, a ja czy wrócę na wakacje czy też nie zależy w dużej mierze od cen biletów oraz kilku innych rzeczy. Poza tym strasznie chcieliby, abym została z nim jeszcze dłużej, z jednej strony niezmiernie mnie to cieszy, a z drugiej to już temat na kolejną notkę. 

Tak z takimi poczynaniami moj plan na pewno bedzie działał, na pewno...

 Jak się bawić to się bawić, jednak jedna jaskółka wiosny nie czyni :)
 Tak to kolejny dowód, że moje działania nie idą w dobrą stronę.

Przedstawiam płonące placki (Ci co wiedzą to wiedzą)

 Tak bardzo szalona ja, oglądająca filmy po angielsku (w obecnej chwili jestem na nie dla R.P nie jestem w stanie zrozumieć co on mówi :o)
Oh God, why ? Dlaczego, ja się pytam dlaczego, zawsze kiedy czegoś używam o to się psuje, wybucha, zaczyna płonąć czy cokolwiek ? 

Poza  tym już kilka osób zadało mi pytanie na temat języka. Więc szybciej myślę, odpowiadam, słucham jednak nadal mam problemy z ograniczonym zasobem słownictwa i oczywiscie moją kochaną gramą <3 

Dobra post już i tak niezmiernie długi, obiecać nie bedę że zacznę pisać, bo jak obiecam to pewnie tego nie zrobię. Tak więc stawiam na dewizę "nie mów co masz zrobić tylko to zrób".

 I ogólnie myśle nad zrobieniem kilku wątków na temat "Co dziwnego można nas spotkać w UK" chodzi mi tu co jest tu, a u nas nie ma lub na odwrót, albo co jest inne, raczej będą to podstawowe rzeczy, które wydały mi się "dziwne lub inne" kiedy tu przyjechałam lub dalej jakie napotyka różnice. Czyli Anglia moim nieskalanym okiem przez większe podróże (Wy mogliście o tym wiedzieć, ja nie koniecznie, lub w wyjeździe na kilka tygodni czy dni nie wydaje się to dziwne lub uprzykrzające życie lub whatever). 

A teraz :
See you soon 
xoxo 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Czas decyzji.

Wiecie czego najbardziej nie lubię??  Podejmowania decyzji.
Podejmowanie decyzji to najbardziej stresujące chwile w moim życiu.... Stresowałam się przy wyborze gimnazjum, później liceum i kierunku w liceum, przedmiotów zdawanych na maturze, tematu z j. polskiego na maturze, kierunku studiów, powrotu na studia, wyboru agencji, wyborze tematu pracy inżynierskiej (do której pisania już straciłam zapał) za każdym razem na teście abc na egzaminie czy sprawdzianie. To takie chwile gdzie czuje się pod presją, zaczynam gdybać i zastanawiać się - co w moim przypadku nie jest dobrym rozwiązaniem. A już wgl. jak coś polubiłam lub mi się podoba to jest wgl. kaplica. hahha Tak samo jest dzisiaj kiedy muszę wybrać pomiędzy rodzinkami, obie są przesłodkie oraz obie są totalnie różne. 
Co do moich poszukiwań prowadziłam kilka rozmów z różnymi rodzinkami, dostałam paręnaście propozycji czy pozytywnych odpowiedzi. Jednak rozmowę na Skype zdecydowałam się tylko  z trzema. 
#1 Rodzinka z Irlandii co.Cava…

New Year, new me.... lol just kidding..

Tak więc patrząc na poprzedni rok, mam nadzieję że moja skromna osoba będzie bardziej stanowcza i wytrwalsza w dążeniu do celów niż w roku poprzednim. Być może nie nazwałabym zeszłego roku porażką nawet małą (w końcu przynajmniej zaliczyłam semestr - hehe taki żarcik), ale na pewno zawiodłam na wielu polach, jak np. mój wyjazd - totalna porażka, bo nawet nie postawiłam palca na mapie, a co dopiero podróż, a co do samego podróżowania to również słabo. I inne niewielkie rozczarowania. 

Nie mam wielu postanowień, jednak moim celem na ten rok jest to, aby przestać być takim małym narzekaczem! Szok i niedowierzanie. A no i może poprawić liczebność postów na blogu, bo zeszłoroczne 2 posty... no cóż tu dużo mówić. No i przebieram nóżkami w oczekiwaniu na wyjazd, mam nadzieję że w tym roku się ogarnę!



Moi mili w tym Nowym Roku, życzę wam przede wszystkim siły woli, szczęścia i zdrowia, a wszystko czego pragniecie niech wam się ziści.

Pani dobra rada...

Boże, Boże, czyżbym była już prawie na półmetku mojej przygody. Nie wiem gdzie, nie wiem jak, jednak mój czas się ulotnił. Bycie AU PAIR przez całe wakacje na totalnym zadupiu  było chyba moim najgłupszym pomysłem na jaki wpadłam w trakcie całego mojego życia. Do domu pewnie wrócę bardziej zdołowana niż w tamtym roku i znowu będę ślęczeć na uczelni.


Co się działo?
W sumie nic! Nie poznałam, żadnej au pair! W sumie u mnie to nic dziwnego, bo zawsze mam z tym problem, w tamtym roku też zajęło mi miesiąc zanim się ogarnęłam i zaczęłam poznawać dziewczyny. Polek to tu raczej nie uświadczę, chociaż jak to ja zazwyczaj robię staram się ograniczać mój polski (ta jasne niezły bajer), no dobra nie licząc skype z domem (i potajemnego gadania do psów). Mamy jedną Polkę na wiosce i hostka chce mnie nieźle z nią zafriendować, ale serio o czym ja mam gadać? Dziwnie się czuję friendując ze znajomymi hostów więc tak to też się staram ograniczać. Hostka chyba zaczyna myśleć, że moje referencje są wys…