Przejdź do głównej zawartości

# 3 Różnice, różności


Wybaczcie, ale dziś nie będzie punktów i zanudzę Was moim przewspaniałym wywodem bez jakichkolwiek akapitów. Aaaaaa dzisiejszy temat to .... Standard życia. 

Osobiście nie stykam się tu z "prawdziwym życiem", ponieważ nie muszę przejmować się ustawami i prawami jakie tu są, tak jakby mnie to nie dotyczy, nie muszę również płacić rachunków, ani przejmować się jedzeniem. Jedyne pytania jakie sobie zadaję związane z pieniędzmi to czy powinnam coś odłożyć czy lepiej sobie coś kupić, lepiej kupić bilet na pociąg i pojechać na zakupy czy lepiej odłożyć pieniądze i pojechać następnym razem do Londynu. Więc być może osoby które pracują na pełen etat, mają na utrzymaniu mieszkanie, rodzinę, samochód i psa oraz są dłużej tutaj niż ja mogą się nie zgodzić z tym co napisze. Mają do tego prawo, bo jak mówiłam ja nie muszę się o to wszystko martwić i moja opinia jest tylko i wyłącznie wyciągana z obserwacji, a wiadomo nie zaglądam ludziom do portfeli.

Jak wiadomo w całej UE obowiązuje jednakowa płaca minimalna, jednak nie mamy jednakowych maksymalnych cen na dane produkty. Czyli 1/3 "bogatej" Europy się cieszy, a reszta zgrzyta zębami i zastanawia się jak przeżyć od pierwszego do ostatniego.

Jeżeli przyjeżdża się tu na dłużej z przeznaczeniem na stałe nie warto kalkulować, bo można zwariować. Mało jest rzeczy które po przeliczeniu okażą się serio droższe na tyle, żeby opłacało się je kupić w Polsce i przywieźć tutaj. Poza tym porównując ceny z polskimi nie przeliczając, mówię tu patrzymy na bluzkę bez patrzenia czy to funt czy zł i dajmy jest ona tu za 40  (mówię o jakimś lepszym sklepie next, top shop, zara czy co tam chcecie) a u nas za tą samą musimy dać ponad 150 zł w przeliczeniu cena byłaby podobna, ale bez niego z płacą minimalną wychodzi na to, że jest taniej. Nie będę się zagłębiać w specyfikę walut, dlaczego jest jak jest, dlaczego dolar kosztuje tyle, a funt tyle itd. bo się na tym nie znam i naprawdę gówno wiem o tym, patrze na  wszystko oczami laika.
I tak wygląda większość cen w droższych sieciówkach czy droższych sklepach, wiadomo, że znajdziecie bluzkę i za kilkaset funtów, kto co lubi.
Jak na początku byłam zachwycona funciakami tak teraz podchodzę do nich już z mniejszą dozą optymizmu. Ogólnie wiadomo są spoko czasem można wyłapać coś fajnego i dobrego - głownie słodycze, albo jakiś kosmetyk przy dobrych lotach, szczoteczki do zębów i takie tam. Jednak pamiętajmy, że cena często wiąże się z jakością.
Również na początku byłam zachwycona ceną żywności, wszystko oscylujące w okolicach 1 do 5 funtów - mówię tu o podstawowych produktach. Ogólnie fajna spraw wyobraźcie sobie, że idziecie do sklepu i macie masło, chleb i ziemniaki poz złotówce. Jednak mnie po dłuższym czasie, zaczęło to irytować, a zwłaszcza w typowo angielskich sklepach jak Tesco czy Sainsbury, bo tam nie ma takiego czegoś 50p, 85p czy coś (no nie mówię coś tam znajdziesz, ale większość jest nadal za 1f lub 60p za jeden i promocja 2 za 1f). Jednak niedawno u nas otworzyli Lidl, więc tak powiew "polskości", chodzi mi tu o rodzaj chleba np. oraz o to, że mają mała a'la piekarnie, jak to zazwyczaj jest u nas. Produkty bardziej podobne do tych spotykanych u nas, ale wiadomo nie obejdzie się bez BRITISH CHICKEN, zup w puszkach, pudingów i innych dziwnych rzeczy. No i nasze kochane łamane ceny  60p, 70p; 1,30f i tak dalej.
Książki - jak kocham czytać, tak NIGDY sama sobie nie kupiłam książki. Bo serce mi się kraja jak mam wydać 30 zł na książkę, choć jestem z ludzi którzy mogą w ciągu miesiąca przeczytać 2 razy tę samą książkę. A tu jak widzę NOWĄ książkę za 5f to mi się łezka w oku kręci ze szczęścia, jednak to nadal za dużo dla mnie (jednak jakbym przynajmniej zarabiała najniższą krajową, to bym się obkopywała, no i znała język ahahh) więc ja kocham Charity Shopsy pod tym względem gdzie zazwyczaj większość książek można wyhaczyć za 1f i mniej, podobnie z płytami czy filmami.
Samochody - przez pierwszy miesiąc pobytu myślałam, że nie ma tu starych samochodów. Przez 20 lat życia w Polsce nie widziałam tyle Porsche czy Lamborghini czy czegokolwiek jak tu przez kilka miesięcy i mówię tu o moim zadupiu, nie o Londynie. Tu duża część babć nie zastanawia się czy pieniądze wydać na leki czy na prezent dla wnuczki tylko jakiej klasy samochód kupić lub czy pojechać na wakacje. Co jeszcze należy wspomnieć, jeżeli chodzi o samochód - tu po prostu nie możesz dać komuś kluczyków i papierów do samochodu i powiedzieć jedź, za każdą osobę użytkującą samochód należy zapłacić.
Ceny wakacji, wielu polaków wybiera na wakacje Polskie morze czy góry, w porywach na Bułgarię czy Egipt, czasem jakiś znajomy pojedzie do Hiszpanii, Grecji, a może i Włoch i to z jakimś odkładaniem, bo z taka wycieczka to przynajmniej 1 cała podstawowa wypłata. Tak więc nie bądźcie zazdrośni o  znajomych którzy są w Anglii i co roku wybierają się za granice, ponieważ tu wakacje to część jednej wypłaty nie jej całość. Myślę, że tak do 500f można znaleźć całkiem dobrą miejscówkę gdziekolwiek chcecie. I wyobraźcie sobie, że bilet do Nowego Jorku w dwie strony kosztuje 350 zł, pominę to, że Brytyjczycy mogą się tam wybierać bez wizy, więc takie tam wakacje w USA .. Czyż to nie było by piękne ?
Apple - przyjeżdżacie do Anglii i od razu popadacie w kompleksy bo nie macie IPhone. Gdzie nie pójdziesz tam zawsze spotkasz Iphona, wszędzie ! Z przerywnikiem na jakiegoś Samsunga. Jednak pamiętajcie, że u nas to ponad 2 podstawowe wypłaty, a tu tylko pół! Tak samo laptopy czy tablety tu Mac to jedna wypłata, a nie 5, przy czym jakiś Asus czy Samsung to może jedna tygodniówka !



Więcej na ten moment nie pamiętam, a o szalonych bogatych nastolatkach napiszę kiedy indziej.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Czas decyzji.

Wiecie czego najbardziej nie lubię??  Podejmowania decyzji.
Podejmowanie decyzji to najbardziej stresujące chwile w moim życiu.... Stresowałam się przy wyborze gimnazjum, później liceum i kierunku w liceum, przedmiotów zdawanych na maturze, tematu z j. polskiego na maturze, kierunku studiów, powrotu na studia, wyboru agencji, wyborze tematu pracy inżynierskiej (do której pisania już straciłam zapał) za każdym razem na teście abc na egzaminie czy sprawdzianie. To takie chwile gdzie czuje się pod presją, zaczynam gdybać i zastanawiać się - co w moim przypadku nie jest dobrym rozwiązaniem. A już wgl. jak coś polubiłam lub mi się podoba to jest wgl. kaplica. hahha Tak samo jest dzisiaj kiedy muszę wybrać pomiędzy rodzinkami, obie są przesłodkie oraz obie są totalnie różne. 
Co do moich poszukiwań prowadziłam kilka rozmów z różnymi rodzinkami, dostałam paręnaście propozycji czy pozytywnych odpowiedzi. Jednak rozmowę na Skype zdecydowałam się tylko  z trzema. 
#1 Rodzinka z Irlandii co.Cava…

New Year, new me.... lol just kidding..

Tak więc patrząc na poprzedni rok, mam nadzieję że moja skromna osoba będzie bardziej stanowcza i wytrwalsza w dążeniu do celów niż w roku poprzednim. Być może nie nazwałabym zeszłego roku porażką nawet małą (w końcu przynajmniej zaliczyłam semestr - hehe taki żarcik), ale na pewno zawiodłam na wielu polach, jak np. mój wyjazd - totalna porażka, bo nawet nie postawiłam palca na mapie, a co dopiero podróż, a co do samego podróżowania to również słabo. I inne niewielkie rozczarowania. 

Nie mam wielu postanowień, jednak moim celem na ten rok jest to, aby przestać być takim małym narzekaczem! Szok i niedowierzanie. A no i może poprawić liczebność postów na blogu, bo zeszłoroczne 2 posty... no cóż tu dużo mówić. No i przebieram nóżkami w oczekiwaniu na wyjazd, mam nadzieję że w tym roku się ogarnę!



Moi mili w tym Nowym Roku, życzę wam przede wszystkim siły woli, szczęścia i zdrowia, a wszystko czego pragniecie niech wam się ziści.

Popadając w marazm...

Wieki mnie tutaj nie było... I można by powiedzieć, że od tego czasu popadam w marazm, letarg, gnije w miejscu, zwał jak zwał...
Pod koniec września wróciłam do domu, na uczelnie, później do pracy.... i tak sobie bimbam nic nie robiąc.. Było dużo marzeń, słów, wywodów, mimo to mało motywacji i działania... Miały być wakacje życia wyszła nuda, nuda, nuda i jeszcze nuda. Zostałam tym razem w domu, na praktyki i w pracy. Bo przecież zmiana pracy co chwile, 3 miesiące tu to tam raczej średnio wygląda w CV, bo odpocznę, bo to bo siamto. Już po półmetku stwierdzam, że te wakacje zmęczyły mnie bardziej niż podcieranie tyłków cudzym dzieciom w innym kraju. Tęskno mi za językiem, ola boga i to jak BARDZO ! Sama nie wierze w to co mówię, ale tak bardzo mi tęskno jak stąd do Londynu. Tęskno mi za tym uczuciem niepewności " czy dam radę, wgl gdzie ja jadę i do kogo ?!", wiecie taka adrenalinka, za podróżami. Boże jak ciężko mi się zmotywować, żeby gdzieś pojechać jak siedzę w domu, nawe…