Przejdź do głównej zawartości

Pół roku między nami było ...

Tak właśnie pół roku, tak dużo, a zarazem tak mało. Nawet nie mam pojęcia od czego powinnam zacząć..


Zacznę od tego, że mojego bloga wyobrażałam sobie trochę inaczej, ale jak to zawsze bywa zjadło mnie lenistwo. Ogólnie moje życie tutaj nie było na tyle ekscytujące, aby pisać cotygodniowe sprawozdania, a nawet jeżeli w jakimś momencie było to byłam wtedy za leniwa i nic z tego nie wyszło. Obecnie mam do nadrobienia sierpień i połowę września, w sierpniu jeszcze coś tam robiłam, ale we wrześniu, o mój boże jestem zasmucona. Poza tym komu o tym pisać, jak nikt tego nie czyta? Boże jak przeczytam ten blog za rok będę niezmiernie zniesmaczona moim lenistwem i postawą wobec życia - mam taką nadzieje!
Nim napiszę wspomnienie z minionych miesięcy muszę powiedzieć, że Marta przyjeżdża ! Szkoda, że pół roku później! Hahahaha, mam nadzieje że rodzinka jej przypadnie do gustu i będzie mogła tu pobyć ! Miała przylecieć w dzień mojego odlotu albo i później, ale poprosiła rodzinkę o wcześniejszy termin, bo chciałaby się ze mną zobaczyć! Muszę jej pokazać to nasze zadupie! No przecież ahahah. Poza tym muszę się w końcu wybrać do Oxfordu i na ostatnie spotkanie z Londynem, smuteczek.

Co do minionego pół roku, nie będę wiele pisać bo nie chciałabym, aby to było w nadmierny sposób interpretowane, jednak... Właśnie jednak, bycie au pair to nie bajka, może czasem lecz nie zawsze, zależy jaką mamy osobowość, na jaką rodzinę trafimy i w jakich kontaktach z nią będziemy. Jednak wydaje mi się, że nawet bajce nie zawsze jest pięknie, zawsze jest gdzieś czasem jakiś zgrzyt. Mało która dziewczyna pisze na blogu o problemach z rodzinami, dziećmi i nową rzeczywistością, wiadomo może coś napomkną, jednak to nadal nie daje całego obrazu. Podobnie jest z pracą, nikt przecież nie zagląda przez ramie, siostra widzi tylko pomalowane paznokcie jak rozmawiam z nią na skype i słyszę tekst "Ty to masz dobrze, nic nie robisz tylko paznokcie malujesz". Ja sama pamiętam jak 2 lata temu znalazłam blog dziewczyny z wymiany w stanach i pochłaniałam jej bloga, później inne, a na koniec znalazłam blogi au pair i wtedy to się zaczęło, siedziałam po nocach i czytałam, a moje oczy z minuty na minuty stawały się większe (bodajże pierwsze blogi jakie przeczytałam to blog Ani i Mai ). I to postanowienie - BĘDĘ AU PAIR. Widziałam same superlatywy, może i dziewczyny czasem narzekały, jednak KOGO to obchodzi ? Przecież pojadę do USA spełnię swoje marzenia, poznam  świat i wgl. wow. Początki naprawdę są fajne, ale później z miesiąca na miesiąc, wszystko staje się monotonne, ty masz z dnia na dzień więcej pracy, bo jak powiedzieć nie? Mieszkasz z ludźmi i pracujesz dla nich dziwnie jest powiedzieć NIE - dzięki mamo, już wiem, że muszę się wyzbyć wpojonej nauki, że ten co jest wyżej ode mnie ma zawsze rację i muszę się nauczyć walczyć o swoje. Poza tym jesteś nadal w obcym kraju, większość Twoich znajomych tutaj jest na utrzymaniu swojej host rodziny, a nawet jeżeli nie to i tak oni dopiero walczą o swoje w nowej pracy, to przecież nie zwalisz się im na głowę, poza tym boisz się bo nie znasz zbyt dobrze języka (to tylko ja), więc co będzie jeżeli ty powiesz nie, a oni Tobie? Może dramatyzuje, bo nie jest tak źle, że nie dałabym rady jeszcze miesiąc, a rodzina raczej po tym nie powinna powiedzieć mi do widzenia. Może to dlatego, że moje oczekiwania były większe, może to dlatego, że jestem już zmęczona, może to dlatego że skończyła mi się cierpliwość, może to dlatego że robię więcej niż powinnam, w obecnym momencie nazwałabym swoją posadę housekeeper niż au pair. Mam wrażenie, że dzieci są okropne, ale może to tylko dlatego, że nie mam już cierpliwości, a moja wewnętrzna radość została stłamszona. T. jest okropny, ale może to dlatego, że nie mam już siły żartować z niego i go przedrzeźniać, bo po pół roku głupiego uśmiechania się na słowa "You are not my best friend anymore" mam dość, serio jak wcześniej po mnie to spływało tak teraz po prostu czuje się jakbym dostała po twarzy, wiem wiem to tylko dziecko.. Jednak jak mówiłam nie spodziewałam się po samej sobie, że będę miała cierpliwość do dzieci, a tak miałam ją, jednak po pół roku już wyczerpałam chyba wszelkie zapasy. Denerwują mnie jakieś błahostki i głupie rzeczy. Młodzi się nie słuchają, więc na koniec dnia mam zdarte gardło - może nie najlepszy pomysł krzyczeć na dzieci, jednak jak jedno biegnie 10m przed Tobą, a drugie 10 za Tobą - jak inaczej je ogarnąć, zwrócić uwagę czy przekazać wiadomość ? A może po prostu ja jestem okropną au pair ?Whatever. Tak więc tak, życie au pair to nie zawsze sielanka, nie mówię jednak, że "już nigdy nie będę au pair" mimo wszystko lubię dzieci, to zajęcie, może po prostu to było za długo ? Hahahaha a ja chciałam na 2 lata do USA lecieć. Cokolwiek. AAAAA i ostanio wymyśliłam jeszcze Australię i Nową Zelandię jako miejsce do operowania, nie wiem kiedy ahahha bo mój terminarz jest dość napięty bez tego, poza tym nie nie stać, chyba że ktoś ma kilkadziesiąt tysięcy na zbyciu ?


Dobra koniec narzekania, pewnie po tygodniu w domu kiedy opadnie już "szał" tego, że wróciłam pewnie ja sama będę chciała uciec z powrotem.

Tak tak to tylko miesiąc i home, sweet home. Już mam koszmary związane z fizyką ahahahha, tak bardzo ja ...

Komentarze

  1. Jak nikt nie czyta Twojego bloga? Ja czytam! :)
    Pół roku to dużo i po takim czasie wszystko może zacząć działać na nerwy - szczególnie dzieci. Będzie dobrze! ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. w jakim mieście było robione to zdjęcie?

    OdpowiedzUsuń
  3. to ile kosztuje wyjazd do Australii jako au pair?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dość duży, z tego co patrzyłam nie ma w Polsce agencji która oferuje wyjazd do Australii jako au pair (znalazłam jakąś, ale nie jest to agencja zajmująca się au pair tylko wymianami i tym podobnymi sprawami = takie rozwiązanie wiąże się z opłatami dla samej agencji, która praktycznie nic nie robi), można też wybrać zagraniczną agencje, jednak nie zmienia to faktu, że jedziemy na podstawowej wizie Work and Holiday czyli musimy okazać na rozmowie wizowej, że stać nas na pobyt na terytorium Australii czy NZ oraz na bilet w tą i z powrotem (czyli trzeba pokazać, że ma się kupe szmalu), bilet w dwie strony ok 5 tys zł + powinniśmy zapewnić sobie ubezpieczenie zdrowotne i bodajże okazać, że mamy ok 5 tys AUD na koncie, przy czym potrzebny jest też status studenta lub ukończone studia wyższe, wiza kosztuje 420 AUD. Obecnie wnieśli jakąś inną wizę i nie jestem pewna czy można max 6 miesięcy z jedna rodziną czy więcej (inna wiza zakłada max 6 miesięcy). Ogólnie Australia i Nowa Zelandia to pomieszanie z poplątaniem, a szkoda... Tu masz trochę o Work and Holiday http://www.australiaonline.pl/aktualnosci/322-work-and-holiday-visa-dla-polakow A i niby mają dawać 200 wiz W&H rocznie dla Polaków, ale z tego co słyszałam to dają tylko 100

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Czas decyzji.

Wiecie czego najbardziej nie lubię??  Podejmowania decyzji.
Podejmowanie decyzji to najbardziej stresujące chwile w moim życiu.... Stresowałam się przy wyborze gimnazjum, później liceum i kierunku w liceum, przedmiotów zdawanych na maturze, tematu z j. polskiego na maturze, kierunku studiów, powrotu na studia, wyboru agencji, wyborze tematu pracy inżynierskiej (do której pisania już straciłam zapał) za każdym razem na teście abc na egzaminie czy sprawdzianie. To takie chwile gdzie czuje się pod presją, zaczynam gdybać i zastanawiać się - co w moim przypadku nie jest dobrym rozwiązaniem. A już wgl. jak coś polubiłam lub mi się podoba to jest wgl. kaplica. hahha Tak samo jest dzisiaj kiedy muszę wybrać pomiędzy rodzinkami, obie są przesłodkie oraz obie są totalnie różne. 
Co do moich poszukiwań prowadziłam kilka rozmów z różnymi rodzinkami, dostałam paręnaście propozycji czy pozytywnych odpowiedzi. Jednak rozmowę na Skype zdecydowałam się tylko  z trzema. 
#1 Rodzinka z Irlandii co.Cava…

New Year, new me.... lol just kidding..

Tak więc patrząc na poprzedni rok, mam nadzieję że moja skromna osoba będzie bardziej stanowcza i wytrwalsza w dążeniu do celów niż w roku poprzednim. Być może nie nazwałabym zeszłego roku porażką nawet małą (w końcu przynajmniej zaliczyłam semestr - hehe taki żarcik), ale na pewno zawiodłam na wielu polach, jak np. mój wyjazd - totalna porażka, bo nawet nie postawiłam palca na mapie, a co dopiero podróż, a co do samego podróżowania to również słabo. I inne niewielkie rozczarowania. 

Nie mam wielu postanowień, jednak moim celem na ten rok jest to, aby przestać być takim małym narzekaczem! Szok i niedowierzanie. A no i może poprawić liczebność postów na blogu, bo zeszłoroczne 2 posty... no cóż tu dużo mówić. No i przebieram nóżkami w oczekiwaniu na wyjazd, mam nadzieję że w tym roku się ogarnę!



Moi mili w tym Nowym Roku, życzę wam przede wszystkim siły woli, szczęścia i zdrowia, a wszystko czego pragniecie niech wam się ziści.

Pani dobra rada...

Boże, Boże, czyżbym była już prawie na półmetku mojej przygody. Nie wiem gdzie, nie wiem jak, jednak mój czas się ulotnił. Bycie AU PAIR przez całe wakacje na totalnym zadupiu  było chyba moim najgłupszym pomysłem na jaki wpadłam w trakcie całego mojego życia. Do domu pewnie wrócę bardziej zdołowana niż w tamtym roku i znowu będę ślęczeć na uczelni.


Co się działo?
W sumie nic! Nie poznałam, żadnej au pair! W sumie u mnie to nic dziwnego, bo zawsze mam z tym problem, w tamtym roku też zajęło mi miesiąc zanim się ogarnęłam i zaczęłam poznawać dziewczyny. Polek to tu raczej nie uświadczę, chociaż jak to ja zazwyczaj robię staram się ograniczać mój polski (ta jasne niezły bajer), no dobra nie licząc skype z domem (i potajemnego gadania do psów). Mamy jedną Polkę na wiosce i hostka chce mnie nieźle z nią zafriendować, ale serio o czym ja mam gadać? Dziwnie się czuję friendując ze znajomymi hostów więc tak to też się staram ograniczać. Hostka chyba zaczyna myśleć, że moje referencje są wys…