Przejdź do głównej zawartości

Zły dzień...

Mam nadzieje, że nie jestem jedyną na świecie au pair, która potrafi zrobić coś głupiego, nieodpowiedzialnego, strasznego, przerażającego, czy już mówiłam, że głupiego? Wczorajszy dzień był najgorszym dniem mego życia, jeżeli zerwałaby się wichura i lał deszcz (o poczekaj tak właśnie było) i na dodatek spadł meteoryt to chyba i tak by mnie to nie zdziwiło. Wczoraj zaliczyłam niemalże zgon, do tej pory trzęsą mi się nogi. Jednakże jestem niezmiernie szczęśliwa, iż T nie chciał mi pomagać w tym właśnie dniu w kuchni bo perfidnie padłabym tam trupem. Nie będę opisywać co się wydarzyło bo od samego myślenia o tym robi mi się zimno. Jednak jeżeli czyta to jakaś inna au pair lub ktokolwiek niech mi powie, że każdemu się może coś nie wyjść... Mam nadzieję, że to jak przyjęli to hości "nie martw się każdemu się może zdarzyć" jest prawdziwą wersją, a nie chęcią pocieszenia mnie pod myślą "Boże cóż za idiotkę mamy pod naszym dachem".

Komentarze

  1. Z tego co pamietam na moim pierwszym pobycie jako au-pair mialam czesto takie wpadki.. uczucie tragiczne ale staralam sie nie myslec co sadzi Hostka, a uwierz mi nie trafilam na wyrozumiala.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki wielkie za otuchę. Po niecałym tygodniu wydaje się, że w sumie nic się nie stało. Więc raczej też są wyrozumiali, na moje szczęście :D

      Usuń
    2. bycie au-pair to wzloty i również upadki :D dobrze,że już inaczej na to patrzysz :)

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Czas decyzji.

Wiecie czego najbardziej nie lubię??  Podejmowania decyzji.
Podejmowanie decyzji to najbardziej stresujące chwile w moim życiu.... Stresowałam się przy wyborze gimnazjum, później liceum i kierunku w liceum, przedmiotów zdawanych na maturze, tematu z j. polskiego na maturze, kierunku studiów, powrotu na studia, wyboru agencji, wyborze tematu pracy inżynierskiej (do której pisania już straciłam zapał) za każdym razem na teście abc na egzaminie czy sprawdzianie. To takie chwile gdzie czuje się pod presją, zaczynam gdybać i zastanawiać się - co w moim przypadku nie jest dobrym rozwiązaniem. A już wgl. jak coś polubiłam lub mi się podoba to jest wgl. kaplica. hahha Tak samo jest dzisiaj kiedy muszę wybrać pomiędzy rodzinkami, obie są przesłodkie oraz obie są totalnie różne. 
Co do moich poszukiwań prowadziłam kilka rozmów z różnymi rodzinkami, dostałam paręnaście propozycji czy pozytywnych odpowiedzi. Jednak rozmowę na Skype zdecydowałam się tylko  z trzema. 
#1 Rodzinka z Irlandii co.Cava…

New Year, new me.... lol just kidding..

Tak więc patrząc na poprzedni rok, mam nadzieję że moja skromna osoba będzie bardziej stanowcza i wytrwalsza w dążeniu do celów niż w roku poprzednim. Być może nie nazwałabym zeszłego roku porażką nawet małą (w końcu przynajmniej zaliczyłam semestr - hehe taki żarcik), ale na pewno zawiodłam na wielu polach, jak np. mój wyjazd - totalna porażka, bo nawet nie postawiłam palca na mapie, a co dopiero podróż, a co do samego podróżowania to również słabo. I inne niewielkie rozczarowania. 

Nie mam wielu postanowień, jednak moim celem na ten rok jest to, aby przestać być takim małym narzekaczem! Szok i niedowierzanie. A no i może poprawić liczebność postów na blogu, bo zeszłoroczne 2 posty... no cóż tu dużo mówić. No i przebieram nóżkami w oczekiwaniu na wyjazd, mam nadzieję że w tym roku się ogarnę!



Moi mili w tym Nowym Roku, życzę wam przede wszystkim siły woli, szczęścia i zdrowia, a wszystko czego pragniecie niech wam się ziści.

dziwne historie i inne takie...

Ten post miał powstać jakiś czas temu, a przed nim miało być również kilka innych, ale wyszło jak wyszło... czyli jak zawsze.


Ci co mnie znają lub przynajmniej poczytali trochę mojego bloga to wiedzą, że jestem specyficzna... oj no dobra dziwna... a najlepiej określa mnie chyba zdanie "więcej szczęścia niż rozumu".


Dzisiejsza opowieść będzie o tym jak to zawsze robię furorę na rozmowach o pracę... Jak już wcześniej wspominałam na blogu, moje rozmowy z rodzinkami zazwyczaj bywają krótkie, mało treściwe i bardzo słabe, ale o dziwo dostaję pracę (mam wrażenie, że ludzie w dużej mierze są masochistami). Co do pracy w Mohito, serio to była pomyłka. Nie żebym nie lubiła pracy z ludźmi/klientem, ogólnie była jakoś mega nie ogarnięta czy coś, no ale kurczę ja sama nie przyjęłabym swojej osoby do pracy w takim sklepie. Po prostu nie wpisuje się w styl, pfff lać na styl, tam nawet nie ma mojej rozmiarówki !!! Jedyne co mogłabym tam kupować to torebki, buty, biżuterie czy inne dodatki …