Przejdź do głównej zawartości

Sunny...

Wracam do ostatniego postu.
Być daleko, a jednak blisko - zadziwiające a jednocześnie strasznie pozytywne jest to, że obecnie rozmawiam, z bliskimi i znajomi zdecydowanie częściej niż jak byłam w domu. Ogromnie mnie to cieszy ponieważ, te kilkanaście dni było o wiele łatwiej przeżyć wiedząc, że mogę z kimś porozmawiać, odezwać się po polsku, pożartować i odprężyć, a zwłaszcza przez pierwszy tydzień (tak DD to do Was).
Tak jak wspomniałam w ostatnim poście już wszystko zaczyna wskakiwać na swoje miejsca jeżeli chodzi o moje samopoczucie i kontakt z nową rodziną, w związku z tym przydało by się poznać ludzi i przestać się noł lajfić bo będzie tak samo jak w domu. Co do rodzinki ! Boże ! Dzisiaj na kolacji  miałam usiąść obok T! Jeju, jeju, jeju ! Jestem w ogromnym szoku ! I bardzo, ale to bardzo szczęśliwa, w końcu po 15 dniach mi się udało, mam nadzieję, że jutro się mu nie odwidzi ! O co chodzi? O to, że T. był strasznie źle na mnie nastawiony, owszem kiedy zostawał ze mną sam wszystko było w najlepszym porządku. Bawił się, słuchał, nawet dawał się nosić na rękach. Jednak w towarzystwie rodziców był jednym wielkim panem NIEDOTYKALSKIM. Zawsze było, że on nie chce siedzieć koło Pauliny, że Paulina jest be itd. A dzisiaj schodzę na kolację, a T.s do mnie, abym usiadła obok niego, bliżej, bliżej i bliże, i że od teraz jesteśmy przyjaciółmi ! W jakim byłam szoku, a rodzice ! No, ale ok, ok! Wszystko od początku.

Dzisiaj był Mother's day! Tak, tak a ja mam wielki nie ogar. Nic nie miałam dla mojej Host mamy! Ups. Jednak do maja będę więc postaram się to nadrobić polskim dniem mamy. Przed południem, moja hostka zapytała się czy chce się z nimi wybrać do Windsor, jak usłyszałam nazwę to myśl "ale że gdzie" - tak, tak wiem jestem nie ogarem (kolejny raz to samo, mamy moje ulubione słówko na dziś). Zgodziłam się bo i tak nie miałam, żadnych planów na dziś, dopiero gdy tam dojechaliśmy mój mózg zaczął pracować.... Strasznie mi się podoba a to nie było jeszcze jakikolwiek zwiedzanie. Mój kochany Kraków to przy tym pikuś. I dopiero tam odczuwa się klimat typowo angielski -  te domy, a sam zamek, brak mi słów. Moja mieścinka to takie mieszanie z poplątaniem, czyli za bardzo nic, a tam... Mam nadzieje, że w najbliższym czasie tam wrócę. A co dla mnie jest w tym wszystkim najlepsze ? To, to że od kilku lat zaczytuje się w historycznych romansidłach i to wszystko będzie dla mnie niemalże urzeczywistnieniem mojej wyobraźni.

 Co do T. jeszcze, to oczywiście jak jechaliśmy na wycieczkę - I don't want sit next to him (tak gdybyście jeszcze nie wiedzieli T. nie uznaje takiego czegoś jak her lub she, wszyscy są he i him, choćbyście na nie wiadomo ile sposobów mu to tłumaczyli), wracał już koło mnie chociaż z wielkim marudzeniem. Wydaje mi się, że jednak przekonał się do mnie kiedy dziś przyszedł do mnie do pokoju i chciał się bawić. A kluczem tego wszystkiego była moja pościel pod którą pozwoliłam się mu schować przed potworami.

Mam nadzieję, że będzie jeszcze lepiej !


Moja wspaniale nieskładna wypowiedź dobiegła końca ! Trzymajcie się!

Zapomniałam dodać, że mój telefon mnie kocha i się rozładował, no i że fb też mnie kocha i zmieniło swój wygląd.

Komentarze

  1. Oj te zmienne humory dzieci, miałam to samo z moim poprzednim podopiecznym! ale i tak Go uwielbiałam bardzo! :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam nadzieję, że mi wybaczysz, że dopiero teraz dodałam Twojego bloga do listy blogów au pair i witam na pokładzie! Nie przestawaj pisać, a na pewno wiele czytelników się wkrótce pojawi! Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Czas decyzji.

Wiecie czego najbardziej nie lubię??  Podejmowania decyzji.
Podejmowanie decyzji to najbardziej stresujące chwile w moim życiu.... Stresowałam się przy wyborze gimnazjum, później liceum i kierunku w liceum, przedmiotów zdawanych na maturze, tematu z j. polskiego na maturze, kierunku studiów, powrotu na studia, wyboru agencji, wyborze tematu pracy inżynierskiej (do której pisania już straciłam zapał) za każdym razem na teście abc na egzaminie czy sprawdzianie. To takie chwile gdzie czuje się pod presją, zaczynam gdybać i zastanawiać się - co w moim przypadku nie jest dobrym rozwiązaniem. A już wgl. jak coś polubiłam lub mi się podoba to jest wgl. kaplica. hahha Tak samo jest dzisiaj kiedy muszę wybrać pomiędzy rodzinkami, obie są przesłodkie oraz obie są totalnie różne. 
Co do moich poszukiwań prowadziłam kilka rozmów z różnymi rodzinkami, dostałam paręnaście propozycji czy pozytywnych odpowiedzi. Jednak rozmowę na Skype zdecydowałam się tylko  z trzema. 
#1 Rodzinka z Irlandii co.Cava…

New Year, new me.... lol just kidding..

Tak więc patrząc na poprzedni rok, mam nadzieję że moja skromna osoba będzie bardziej stanowcza i wytrwalsza w dążeniu do celów niż w roku poprzednim. Być może nie nazwałabym zeszłego roku porażką nawet małą (w końcu przynajmniej zaliczyłam semestr - hehe taki żarcik), ale na pewno zawiodłam na wielu polach, jak np. mój wyjazd - totalna porażka, bo nawet nie postawiłam palca na mapie, a co dopiero podróż, a co do samego podróżowania to również słabo. I inne niewielkie rozczarowania. 

Nie mam wielu postanowień, jednak moim celem na ten rok jest to, aby przestać być takim małym narzekaczem! Szok i niedowierzanie. A no i może poprawić liczebność postów na blogu, bo zeszłoroczne 2 posty... no cóż tu dużo mówić. No i przebieram nóżkami w oczekiwaniu na wyjazd, mam nadzieję że w tym roku się ogarnę!



Moi mili w tym Nowym Roku, życzę wam przede wszystkim siły woli, szczęścia i zdrowia, a wszystko czego pragniecie niech wam się ziści.

dziwne historie i inne takie...

Ten post miał powstać jakiś czas temu, a przed nim miało być również kilka innych, ale wyszło jak wyszło... czyli jak zawsze.


Ci co mnie znają lub przynajmniej poczytali trochę mojego bloga to wiedzą, że jestem specyficzna... oj no dobra dziwna... a najlepiej określa mnie chyba zdanie "więcej szczęścia niż rozumu".


Dzisiejsza opowieść będzie o tym jak to zawsze robię furorę na rozmowach o pracę... Jak już wcześniej wspominałam na blogu, moje rozmowy z rodzinkami zazwyczaj bywają krótkie, mało treściwe i bardzo słabe, ale o dziwo dostaję pracę (mam wrażenie, że ludzie w dużej mierze są masochistami). Co do pracy w Mohito, serio to była pomyłka. Nie żebym nie lubiła pracy z ludźmi/klientem, ogólnie była jakoś mega nie ogarnięta czy coś, no ale kurczę ja sama nie przyjęłabym swojej osoby do pracy w takim sklepie. Po prostu nie wpisuje się w styl, pfff lać na styl, tam nawet nie ma mojej rozmiarówki !!! Jedyne co mogłabym tam kupować to torebki, buty, biżuterie czy inne dodatki …