Przejdź do głównej zawartości

#1 Różnice różności


Zaczynamy więc początek serii bo zapewne nie wypisze teraz wszystkiego i jeszcze przez kilka miesięcy nazbiera się parę różnić czy czegoś tam, wie mam nadzieje, że to nie ostatni post tego typu.

Jak wspominałam wcześniej są to różnice, rzeczy, sprawy, które mi się wydają dziwne, inne, nowe, czasem uprzykrzające, a czasem umilające życie. Być może o niektórych faktach powinnam mieć świadomość  jednak raczej  nie byłam jakąś światową podróżniczką, a ostatnio stałam sie niezłą ignorantką, ale do rzeczy. 


  1. Ulica i ruch lewostronny - nic nowego raczej  dla każdego, w praktyce nie stosowałam na szczęście bo raczej auto wyglądało by biednie znając moje szczęście. Poza tym ronda, rodziki wszędzie, everywhere! Małe, czy duże nie ma znaczenia. Podstawowe skrzyżowanie, a tam mała wysepka (widok u góry). Jak ja nie cierpiałam ronda, zwłaszcza  bez świateł. Natomiast te duże ronda, również bez świateł, są zazwyczaj wielkimi wyspami zieleni. Oczywiście wspaniałe progi zwalniające, czyli coś co zapewne uwielbia 3/4 kierowców podczas gubienia swojego zawieszenia. Ja widziałam jak komuś odpadła rura wydechowa, a drugiej osobie wypadło koło zapasowe ukryte na zawieszeniu, a ile zgrzytów się nasłuchałam to moje. Jest trochę odmiennych znaków i linii, ale w większości samemu można się domyślić o co chodzi. Po za tym radary nie są im obce. A kierowcy, nie jest źle są chyba bardziej uprzejmi niż nasi.
  2. Chodziki i piesi - Ogólnie na samych chodnikach jest jakoś pustawo (nie licząc Londynu albo jakiś większych miast), chyba że jesteśmy w przy samym centrum lub w nim. Chyba, że jest czas rozpoczęcia zajęć, przerwy lub  zakończenia zajęć, zakończenia pracy i takie pory. Tak więc większe przejścia bez świateł (pierwsze od góry) czyli migające lampy po bokach i zebra (wow, albo i jej nie ma), u mnie zazwyczaj jeszcze przejście znajduje sie na progu zwalniającym. Przejścia ze światłami czyli look left and right (jak dla mnie bomba bo w dalszym ciągu się czasem zapominam), zebry raczej tu nie uświadczymy, no i przycisk "wait" jak u nas. Poza tym mało jest przejść jeżeli nie jesteśmy przy głównym skrzyżowaniu, trafiła mi się tylko jedna wysepka (co zdawali prawko powinni pamiętać) i to przy parku więc może dlatego, ale ogólnie przechodzisz gdzie chcesz i jak chcesz jeżeli nic nie jedzie. 
  3. Bycie rowerzystą w UK - i tutaj zaczynają się schody, mianowicie drużek dla rowerzystów zwłaszcza w mieście raczej nie ma. Wybieramy chodnik albo i nie zależnie od tego czy znaki nam na to pozwalają czy nie oraz od tego czy widzimy w zasięgu wzroku policje czy też nie. Tak więc poruszanie się rowerem po mieście jest masakrą, przynajmniej dla mnie. Co jeżeli chodzi o ścieżki poza miasto, no tu nie jest najgorzej przynajmniej u mnie, ale może to ze względu na bliskość innych atrakcji on powstały. Tak więc strajk o którym mówiłam w poprzednim poście jak najbardziej ma słuszność bo ścieżki w Londynie są raczej znikome, pomimo większej kultury kierowców bała bym się jeździć rowerem po ulicy. Poza tym mnóstwo "parkingów" dla rowerów które zawsze są obwieszone i pozajmowane. A używanie odblasków to nie obciach.
  4. Kafejki - czyli kawa na każdym rogu ulicy. Nie wiem o co chodzi, ale nawet nie chce mi się liczyć ilości kafejek w samym centrum tego miasta. A nawet jak nie kafejka to w supermarkecie możesz kupić kawę z Costy z automatu. I ludzie z kubkami są wszędzie! 
  5. Godziny otwarcia sklepów - ja jestem na nie! Tak więc galerie handlowe i większość sklepów kończy swą działalność o godzinie 17(raz mniej raz więcej) i koniec, miasto robi się puste. Trochę dłużej działają czasem funciaki, Tesco tak do granicy 20 (chyba) oraz Sainsbury's do 23 (przynajmniej te lokalne) oraz polski sklep do 22 albo 21 no i pojedyncze małe sklepy. Dlaczego jest na nie? Zazwyczaj kończę pracę ok 14 lub 15 chcę chwilę odsapnąć i moge ruszać na zakupy, aby sobie połazić albo wieczorami kiedy nie mam nic do roboty. Czyli po prostu chciałabym sobie jak każdy polak połazić po sklepach a tu NIE! 
  6. Funciaki - nie wiem czy wiecie, ale w innych krajach niż Polska "sklep wszystko za 5 zł" ma prawo bytu i rzeczy są tam naprawdę za 5 zł  :D Nie no a tak naprawdę są po funcie poczynając od słodyczy, chleby, przez szampony, płyny, proszki, młotki i śrubokręty, książki, zeszyty, zabawki, jedzenie, a na papierze toaletowym kończąc. 
  7. Puby - zjeść i wypić czasem potańczyć. Wieczorami są pełne, w dzień czasem. Jednak tak codziennie dzień w dzień są pełne głównie te dobre. Jednak jak jest jakiś mecz czy cokolwiek puby z większą ilością telewizorów (bo chyba w każdym jest jeden a przynajmniej 2) pękają w szwach. Piwo, piwo wszędzie widzę piwo. Ogólnie ceny nie są przebojowo wysokie jak na ich zarobki - na mojej już tak jakbym miała siedzieć tam codziennie. Bo gdybyście mogli pójść do pubu w Polsce i kupić obiad którym się najecie za 5zł może trochę więcej lub mniej i kupić piwo od 2 zł czy byście nie poszli ?
  8. Restauracja -  dopiero niedawno zauważyłam, że istnieje tu naprawdę takie pojęcie jak restauracja, nie mam pojęcia jak wygląda to cenowo (mam być szczera? boję się nawet wejść, aby zobaczyć bo zakładam, że by mi kapcie spadły) zazwyczaj puste, lub z dość małą klientelą, jednak jest to coś w stylu uroczystej kolacji w spokoju itd. Czyli nie w zawalonym klubie w którym od co 2 osoby daje piwskiem. 

  9. Wtyczki i włączniki  - Czyli jak wiadomo trzeba się wyposażyć w adapter, polecam kupić przynajmniej jeden, za ten po lewej dałam 20 zł chyba w jakimś supermarkecie, jeżeli macie więcej urządzeń zjadających prąd to nie ma co się okupywać bo w fnciaku znajdziecie wszystko (jednak nie koniecznie od razu ja czekałam niemal miesiąc, aż w końcu był adapter do uk a nie z uk). Chociaż ten z funciaka wygląda strasznie badziewnie. Po za tym jakie widzimy równice każde gniazdko ma wyłącznik i włącznik. A włącznik do światła wygląda podobnie  jak ten przy gniazdku. Tu taj też bardziej chyba niż u nas popularne są włączniki które pozwalają nam sterować natężeniem światła. 
  10. Krany - czyli coś czego nienawidzę, zwłaszcza jak myję zęby !! Jestem na nie ! Moi hości nadal w umywalkach w łazience mają wspaniałe dwa kraniki ! Nie, nie i jeszcze raz nie!

Zdjęcia z google.

Dobra na dzisiaj wystarczy! Czyli podstawowe rzeczy na które trzeba się przygotować! Jeszcze tyle tego jest, zrobiłam sobie liste i co chwilę coś tam dopisuje ! 

Komentarze

  1. Jestem pewna, że nigdy w życiu nie ogarnę lewostronnego ruchu i Bogu dzięki, że moja rodzinka, nie wymaga ode mnie prowadzenia auta! :D
    Jak matura? Hmmm Mogłoby być o wiele, wiele lepiej, ale najgorzej też nie jest. Na polskim byłam okropnie zestresowana, nie powiedziałam wszystkich rzeczy o których chciałam wspomnieć ale zdałam. Angielski trochę spieprzyłam obrazkiem ale ogółem też spoko :) A co do tych kranów - Matko Boska !!! współczuje okropnie tych dwóch kranów. Ja nawet nie lubię jak jest jeden kran a dwie hmm gałki (ciepła/zimna) bo nigdy nie potrafię zrobić tak, żeby leciała idealna dla mnie woda (-.-)

    Co do słodyczy, ogółem czekoladę kocham ale nie do tego stopnia, że mogłabym się nią obżerać dniami i nocami :D Dzieciaki już są do mnie przyzwyczajone, mówią na mnie "Tyna" najmłodsza ciągle próbuje zabrać wszędzie IPad'a mamy, próbując wszystko mi pokazać hehe. Wiem, nie mogę przesadzić z byciem miłą, to nigdy nie jest dobry pomysł. Ohh... tylko 4 dni zostały!!

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Czas decyzji.

Wiecie czego najbardziej nie lubię??  Podejmowania decyzji.
Podejmowanie decyzji to najbardziej stresujące chwile w moim życiu.... Stresowałam się przy wyborze gimnazjum, później liceum i kierunku w liceum, przedmiotów zdawanych na maturze, tematu z j. polskiego na maturze, kierunku studiów, powrotu na studia, wyboru agencji, wyborze tematu pracy inżynierskiej (do której pisania już straciłam zapał) za każdym razem na teście abc na egzaminie czy sprawdzianie. To takie chwile gdzie czuje się pod presją, zaczynam gdybać i zastanawiać się - co w moim przypadku nie jest dobrym rozwiązaniem. A już wgl. jak coś polubiłam lub mi się podoba to jest wgl. kaplica. hahha Tak samo jest dzisiaj kiedy muszę wybrać pomiędzy rodzinkami, obie są przesłodkie oraz obie są totalnie różne. 
Co do moich poszukiwań prowadziłam kilka rozmów z różnymi rodzinkami, dostałam paręnaście propozycji czy pozytywnych odpowiedzi. Jednak rozmowę na Skype zdecydowałam się tylko  z trzema. 
#1 Rodzinka z Irlandii co.Cava…

New Year, new me.... lol just kidding..

Tak więc patrząc na poprzedni rok, mam nadzieję że moja skromna osoba będzie bardziej stanowcza i wytrwalsza w dążeniu do celów niż w roku poprzednim. Być może nie nazwałabym zeszłego roku porażką nawet małą (w końcu przynajmniej zaliczyłam semestr - hehe taki żarcik), ale na pewno zawiodłam na wielu polach, jak np. mój wyjazd - totalna porażka, bo nawet nie postawiłam palca na mapie, a co dopiero podróż, a co do samego podróżowania to również słabo. I inne niewielkie rozczarowania. 

Nie mam wielu postanowień, jednak moim celem na ten rok jest to, aby przestać być takim małym narzekaczem! Szok i niedowierzanie. A no i może poprawić liczebność postów na blogu, bo zeszłoroczne 2 posty... no cóż tu dużo mówić. No i przebieram nóżkami w oczekiwaniu na wyjazd, mam nadzieję że w tym roku się ogarnę!



Moi mili w tym Nowym Roku, życzę wam przede wszystkim siły woli, szczęścia i zdrowia, a wszystko czego pragniecie niech wam się ziści.

dziwne historie i inne takie...

Ten post miał powstać jakiś czas temu, a przed nim miało być również kilka innych, ale wyszło jak wyszło... czyli jak zawsze.


Ci co mnie znają lub przynajmniej poczytali trochę mojego bloga to wiedzą, że jestem specyficzna... oj no dobra dziwna... a najlepiej określa mnie chyba zdanie "więcej szczęścia niż rozumu".


Dzisiejsza opowieść będzie o tym jak to zawsze robię furorę na rozmowach o pracę... Jak już wcześniej wspominałam na blogu, moje rozmowy z rodzinkami zazwyczaj bywają krótkie, mało treściwe i bardzo słabe, ale o dziwo dostaję pracę (mam wrażenie, że ludzie w dużej mierze są masochistami). Co do pracy w Mohito, serio to była pomyłka. Nie żebym nie lubiła pracy z ludźmi/klientem, ogólnie była jakoś mega nie ogarnięta czy coś, no ale kurczę ja sama nie przyjęłabym swojej osoby do pracy w takim sklepie. Po prostu nie wpisuje się w styl, pfff lać na styl, tam nawet nie ma mojej rozmiarówki !!! Jedyne co mogłabym tam kupować to torebki, buty, biżuterie czy inne dodatki …