Przejdź do głównej zawartości

100 dni !

O! Serio ?! Really ?!

Dokładnie 100 dni ! Jaka ja światowa jestem ! I na dodatek samodzielna! Pierwszy raz tyle dni poza domem, szał ciał głowa urwana ! 100 dni to 1/3 czy bardziej 1/4 roku ? Dokładnie tak moje zdolności matematyczne z dnia na dzień wpadają w nicość! A ja myślałam, że kiedyś było z tym źle ! Same wykrzykniki dzisiaj, może dlatego, że moja głowa krzyczy! Ogólnie zauważyłam, że zaczynam się uwsteczniać czasem jak pisze takie byki wale, że hoho, a ostatnio miałam problem z prostym działaniem matematycznym, serio dama, serio ? Ja się pytam z czym do ludzi ?


No więc na podsumowanie moich 100 dni zrobię post o tym co może dać nam program au pair...


  1. Uczymy się języka  - czy muszę wyjaśniać, oklepane jak kopyta u konia, co prawda nie wiem czy mi akurat to się uda, ale przynajmniej nauczę się miliona słów na temat wiwi i innych takich...
  2. Między narodowi znajomi - i to akurat podoba mi się najbardziej! Co prawda znowu mnie zaczęło zatykać przez moją wspaniałą angielszczyznę, jednak .... Jednak poznanie nowych ludzi to coś fajnego i mówię to ja aspołeczne dziecko, które zawsze zamykało się z książką w 4 ścianach. Tacy znajomi pomogą wam zrozumieć, że nie zawsze w Polsce jest najgorzej, a może i jest. I że nie zawsze Polacy są najmądrzejsi :D Uświadomią wam jakimi ignorantami jesteście na temat historii i polityki swojego państwa oraz innych ciekawych dziedzin. 
  3. Przełamywanie barier - w sumie to też się tyczy punktu wyżej. No więc dla mnie osoby, która nigdy za bardzo nie podróżowała po świecie - jedynie po mapie- poznawanie, a nawet widzenie osób innej nacji, wyznania itp. na ulicy jest świetną lekcją wyzbywania się rasizmu i uprzedzeń. Dla mnie kiedyś Wrocław był (najbliższym) miastem  gdzie mogłam spotkać Murzyna, Azjatę, Hiszpana czy kogokolwiek (w częstotliwości kilku na dzień), a tutaj nie wiem co byś musiał zrobić, aby nie spotkać wszystkich  w dużej ilości jednego dnia.
  4. Poznajemy siebie - pierwszy raz daleko od domu, bez rodziny i bez znajomych, bez żadnych ograniczeń, które codziennie sobie narzucaliśmy booo... bo co ludzie pomyślą jak to zrobię? Znajomi będą zaskoczeni, rodzice również. Tu nikt Cię nie zna, nie pytasz się samego siebie czy wypada, czy ktoś będzie w szoku, czy ktoś się tym przejmie bo tak na serio - who cares
  5. Dzieci - dowiadujecie się całej prawdy o nich i to jest najgorsze, a w sumie i najlepsze. Bo przekonujecie się czy jesteście w stanie być rodzicem, ale z drugiej strony możecie wpaść na prawdziwe potwory i znienawidzić wszystkie dzieciaki.
  6. Gotowanie - jeżeli nie umiecie gotować, to jest dobra pora by się czegoś nauczyć. 
  7. Podróże - bo tak naprawdę na co macie wydawać pieniądze? Ileż można wydać na kawę, na ubrania, na buty i na mnóstwo nowych rzeczy. 
  8. Dowiadujemy się co jest istotne - Jeżeli nie wiesz co ze sobą zrobić, wyjedź i sprawdź siebie, przemyśl wszystko sam na sam. 
  9. Możesz zaszaleć -  czy muszę tłumaczyć ? Każdy niech to interpretuje jak chce. 
  10. Doświadczenie - jeżeli nie masz pracy, albo jedyna praca jaka jesteś w stanie zdobyć to przysłowiowy Mc, a zastanawiasz się czy warto. To nie zastanawiaj się, jedź. Jest multum ludzi z Mc w CV albo jakąś inną pracą z którą się męczą, ale nie aż tak wielu z pobytem zagranicą i kursem językowym tam. - przynajmniej w mojej opinii wydaje mi się to lepsze. 
  11. Chęci - do bycia lepszym, do podróżowania, do poznania nowych kultur, do uczenia się czegoś nowego. 


muszę naprawić instagrama i zrobić jeszcze dwie notki !


xxx

Komentarze

  1. Dnia dzisiejszego po raz pierwszy poznalam Twojego bloga i calkowicie sie w nim zakochalam.
    Czytam te Twoje notki jak zaczarowana i powiem Ci, ze stawiajac czola trudniejszym wyzwaniom, gdy wszystko wydaje sie 'ble' i generalnie do bani, to naprawde to w jaki sposob opisujesz swoje przygody naprawde wywolalo usmiech na mojej twarzy :-)

    dzieki i trzymam kciuki za Ciebie!

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Czas decyzji.

Wiecie czego najbardziej nie lubię??  Podejmowania decyzji.
Podejmowanie decyzji to najbardziej stresujące chwile w moim życiu.... Stresowałam się przy wyborze gimnazjum, później liceum i kierunku w liceum, przedmiotów zdawanych na maturze, tematu z j. polskiego na maturze, kierunku studiów, powrotu na studia, wyboru agencji, wyborze tematu pracy inżynierskiej (do której pisania już straciłam zapał) za każdym razem na teście abc na egzaminie czy sprawdzianie. To takie chwile gdzie czuje się pod presją, zaczynam gdybać i zastanawiać się - co w moim przypadku nie jest dobrym rozwiązaniem. A już wgl. jak coś polubiłam lub mi się podoba to jest wgl. kaplica. hahha Tak samo jest dzisiaj kiedy muszę wybrać pomiędzy rodzinkami, obie są przesłodkie oraz obie są totalnie różne. 
Co do moich poszukiwań prowadziłam kilka rozmów z różnymi rodzinkami, dostałam paręnaście propozycji czy pozytywnych odpowiedzi. Jednak rozmowę na Skype zdecydowałam się tylko  z trzema. 
#1 Rodzinka z Irlandii co.Cava…

New Year, new me.... lol just kidding..

Tak więc patrząc na poprzedni rok, mam nadzieję że moja skromna osoba będzie bardziej stanowcza i wytrwalsza w dążeniu do celów niż w roku poprzednim. Być może nie nazwałabym zeszłego roku porażką nawet małą (w końcu przynajmniej zaliczyłam semestr - hehe taki żarcik), ale na pewno zawiodłam na wielu polach, jak np. mój wyjazd - totalna porażka, bo nawet nie postawiłam palca na mapie, a co dopiero podróż, a co do samego podróżowania to również słabo. I inne niewielkie rozczarowania. 

Nie mam wielu postanowień, jednak moim celem na ten rok jest to, aby przestać być takim małym narzekaczem! Szok i niedowierzanie. A no i może poprawić liczebność postów na blogu, bo zeszłoroczne 2 posty... no cóż tu dużo mówić. No i przebieram nóżkami w oczekiwaniu na wyjazd, mam nadzieję że w tym roku się ogarnę!



Moi mili w tym Nowym Roku, życzę wam przede wszystkim siły woli, szczęścia i zdrowia, a wszystko czego pragniecie niech wam się ziści.

Pani dobra rada...

Boże, Boże, czyżbym była już prawie na półmetku mojej przygody. Nie wiem gdzie, nie wiem jak, jednak mój czas się ulotnił. Bycie AU PAIR przez całe wakacje na totalnym zadupiu  było chyba moim najgłupszym pomysłem na jaki wpadłam w trakcie całego mojego życia. Do domu pewnie wrócę bardziej zdołowana niż w tamtym roku i znowu będę ślęczeć na uczelni.


Co się działo?
W sumie nic! Nie poznałam, żadnej au pair! W sumie u mnie to nic dziwnego, bo zawsze mam z tym problem, w tamtym roku też zajęło mi miesiąc zanim się ogarnęłam i zaczęłam poznawać dziewczyny. Polek to tu raczej nie uświadczę, chociaż jak to ja zazwyczaj robię staram się ograniczać mój polski (ta jasne niezły bajer), no dobra nie licząc skype z domem (i potajemnego gadania do psów). Mamy jedną Polkę na wiosce i hostka chce mnie nieźle z nią zafriendować, ale serio o czym ja mam gadać? Dziwnie się czuję friendując ze znajomymi hostów więc tak to też się staram ograniczać. Hostka chyba zaczyna myśleć, że moje referencje są wys…