Przejdź do głównej zawartości

What's going on ?



Tak się w sumie zastanawiam, czy ma ktoś tak jak ja. Już chyba o tym wcześniej pisałam, że jakoś strasznie nie odczuwam zmiany tego gdzie jestem, nie wiem. Może to dlatego, że często rozmawiam po polsku ? Może dlatego, że na ulicy też słyszę polski. Mogę pójść do sklepu i kupić polskie produkty (nie wszystkie, ale zawsze coś). Może dlatego, że jakoś nie miałam nic co by mnie trzymało w domu. Może dlatego, że nie dopuszczałam do siebie myśli o wyjeździe odkąd przestałam beczeć pod koniec lutego? Już sama nie wiem, może po prostu jestem dziwna? Może jednak nie jestem, aż tak związana jak mi się wydawało z wszystkim co mnie otaczało w Polsce ? A może po prostu jestem za blisko, bo wiem że jak bym wydała dwie tygodniówki (no właśnie dwie, a ja bym chciała najwyżej jedną albo pół) na bilet to bym była w domu ? Może po prostu mi się w tyłku przewraca? Jednak ostatnio zaczynam za dużo myśleć, zastanawiać się co dalej?
Zaczyna mnie już męczyć temat studiów, czyli stało się dokładnie to co z większością ludzi kiedy mają gap year i idą do pracy czy robią cokolwiek innego, a mianowicie nie chce mi się. Po drugie boję się, tak boję, że nawet jak wrócę to znowu gdzieś utknę, może nie na pierwszym semestrze, ale na którymś tam o ile mnie wgl. przyjmą. Albo jak pójdę na inny kierunek, a on mi się nie spodoba, albo znowu będzie wpadka? A poza tym stałam się jeszcze bardzie leniwa niż wcześniej, nie myślałam że to jest możliwe. Nie chcę tracić czasu, jeszcze mam kilka rzeczy do zrobienia, a niestety one mają ograniczenia wiekowe. Jeszcze dochodzi do tego myśl o pracy? Czy znajdę jakąś?  Jak to będzie wyglądało ? (czyli martwienie sie na zapas)
Jednym z czynników które mnie nakłoniły do takich refleksji jest to, że hości chcieliby abym została z nimi dłużej, ale ja wiem, że im dłużej tu będę tym trudniej będzie mi wrócić, poza tym co za dużo to nie zdrowo. No i kolejny powód to to, że jest łatwiej. Łatwiej żyć, zarabiać, wydawać po prostu tak jakby lepiej. Zawsze każdy o tym mówi, ale nie zrozumiesz dopóki nie zobaczysz. Może mi się to tylko wydaje, bo przecież nie wydaje nic na mieszkanie i teoretycznie na jedzenie, ale widząc ceny bez kalkulacji (a nawet czasem i z nią) jest taniej, lepiej, ale to nadal nie jest to. Denerwuje mnie to, że aby z kimś pogadać muszę szukać słów po czym i tak nie przekaże tego co bym chciała bo mój język nie jest bogaty, nadal sie krępuje, nadal nie mogę pójść do mamy i się przytulić (brak słów, stara krowa, ale nadal zostajemy dziećmi naszych rodziców:)). Niedługo 3 miesiąc i zaczyna mi się tęsknić i znowu mam chandrę  bo mam dość angielskiego, a poza tym nie wiem gdzie zgubiłam mój język bo ostatnie dni sa jakieś zaczarowane i jakoś nie mogę zlepić ani jednego zdania. I ostatnio jestem tak okropnie zmęczona, nie wiem o co chodzi
Może spodziewałam się czegoś większego, w sumie sama nie wiem czego oczekiwałam po tym programie, ale mam wrażenie, że byłoby mi łatwiej gdybym... No właśnie gdybym sama nie wiem co dokładnie.

Tak więc jak nigdy nie miałam problemów z planowaniem tak teraz jestem w rozsypce, teoretycznie plan jest, ale praktyki brak, poza tym tak jakoś dziwnie...

Na poprawę humoru, na dzień dziecka i na urodziny kupie sobie coś a co zaszaleje...

Komentarze

  1. Tak znalazłam sama polską rodzinę ale sama nie wiem czy się cieszyć czy płakać bo nie odzywają się do mnie już dość długo, chcieli żebym przyleciała w sierpniu ale jak dla mnie to za dużo czasu. Szczerze to zastanawiam się czy nie zrezygnować z programu au-pair, nie jestem pewna czy to dla mnie. Z jednej strony brakuje mi już cierpliwości,a miesiące lecą. Czekam ostatecznie na odpowiedź od dwóch polskich rodzin, i jeśli będą na nie to po prostu zacznę planować zycie w Polsce na najbliższe miesiące (znając moje szczęscie nagle napisze do mnie mnóstwo rodzin.. ale już nie będę się łudzić) może kiedyś, za parę lat uda mi się od razu. Dużą barierą jest u mnie język więc tutaj to też trochę komplikuje. I kiedy byłam w Irlandii często wieczorem czułam się tak jak Ty w tym poście, na prawdę.. ale to dlatego że spodziewałam się nie wiadomo czego pięknego po moim wyjeździe.. a w rzeczywistości było kiepsko. Ja czuję ogromną presję od społeczeństwa, gdzie kogoś nie poznam to pracuje i studiuje, a mi na samą myśl się płakać chcę bo czuję się trochę gorsza ale nie potrafię dorównać. Z martwieniem na zapas mam tak samo.. i szczerze to zły doradca. ''Mam wrażenie, że byłoby mi łatwiej gdybym... No właśnie gdybym sama nie wiem co dokładnie.'' jakbym swoje myśli słyszała.

    Dobrze zrobisz, zrób coś dla siebie, odpocznij, pospaceruj oddychając świeżym powietrzem, przemyśl na spokojnie co powoduje takie roztargnienie. I w ogóle jak się dogadujesz z dziećmi/dzieckiem? Przepraszam już zapomniałam ile ich masz! Trzymaj się:*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co do języka, naprawdę nie ma co się bać. Najbardziej pomagają spotkania z innymi au pairkami, co prawda ja na przykład jak się spotykam w większym gronie to zazwyczaj mało się odzywam bo się wstydzę, ale jak jestem sam na sam z którąś to lubię pogadać. Nadal wstydzę się rozmawiać z hostem jeżeli chodzi o dłuższe konwersacje, a z jego starszymi dziećmi (które są starsze ode mnie) czy ogólnie jego rodziną to wgl. masakra. Ale tak poza tym jakoś sobie radzę :P Nie ma co robić nić na siłę na pewno coś i ktoś się znajdzie. Może też dlatego te oczekiwania są takie wielkie bo zazwyczaj czytamy na blogach o tych pozytywnych sytuacjach, mało dziewczyn pisze o problemach itp. Dlatego mamy taki wyśniony obraz operowania, rzeczywistość niestety się trochę różni od tego co my mamy w swoich marzeniach.
      Mam 2 chłopców, miałam wrażenie, że jest dobrze , ale ostatnio tak mi dali popalić, że mi się wszystkiego odechciało :P

      I już tyle czasu minęło będziesz au pair czy jednak nie teraz ?

      Usuń
  2. Poniekąd mam to samo.Ja jutro wylatuję pierwszy raz jako Au Pair,bo w zasadzie nic mnie tutaj w Pl nie trzyma.
    Studia rzuciłam po semestrze,z ojcem się nie dogaduje (więc traktuję to też jako ucieczkę od niego) . No..mam moją ukochaną drużynę taneczną,ale..trzeba korzystać z okazji,może w końcu znajdę jakiś plan na siebie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Czas decyzji.

Wiecie czego najbardziej nie lubię??  Podejmowania decyzji.
Podejmowanie decyzji to najbardziej stresujące chwile w moim życiu.... Stresowałam się przy wyborze gimnazjum, później liceum i kierunku w liceum, przedmiotów zdawanych na maturze, tematu z j. polskiego na maturze, kierunku studiów, powrotu na studia, wyboru agencji, wyborze tematu pracy inżynierskiej (do której pisania już straciłam zapał) za każdym razem na teście abc na egzaminie czy sprawdzianie. To takie chwile gdzie czuje się pod presją, zaczynam gdybać i zastanawiać się - co w moim przypadku nie jest dobrym rozwiązaniem. A już wgl. jak coś polubiłam lub mi się podoba to jest wgl. kaplica. hahha Tak samo jest dzisiaj kiedy muszę wybrać pomiędzy rodzinkami, obie są przesłodkie oraz obie są totalnie różne. 
Co do moich poszukiwań prowadziłam kilka rozmów z różnymi rodzinkami, dostałam paręnaście propozycji czy pozytywnych odpowiedzi. Jednak rozmowę na Skype zdecydowałam się tylko  z trzema. 
#1 Rodzinka z Irlandii co.Cava…

New Year, new me.... lol just kidding..

Tak więc patrząc na poprzedni rok, mam nadzieję że moja skromna osoba będzie bardziej stanowcza i wytrwalsza w dążeniu do celów niż w roku poprzednim. Być może nie nazwałabym zeszłego roku porażką nawet małą (w końcu przynajmniej zaliczyłam semestr - hehe taki żarcik), ale na pewno zawiodłam na wielu polach, jak np. mój wyjazd - totalna porażka, bo nawet nie postawiłam palca na mapie, a co dopiero podróż, a co do samego podróżowania to również słabo. I inne niewielkie rozczarowania. 

Nie mam wielu postanowień, jednak moim celem na ten rok jest to, aby przestać być takim małym narzekaczem! Szok i niedowierzanie. A no i może poprawić liczebność postów na blogu, bo zeszłoroczne 2 posty... no cóż tu dużo mówić. No i przebieram nóżkami w oczekiwaniu na wyjazd, mam nadzieję że w tym roku się ogarnę!



Moi mili w tym Nowym Roku, życzę wam przede wszystkim siły woli, szczęścia i zdrowia, a wszystko czego pragniecie niech wam się ziści.

Pani dobra rada...

Boże, Boże, czyżbym była już prawie na półmetku mojej przygody. Nie wiem gdzie, nie wiem jak, jednak mój czas się ulotnił. Bycie AU PAIR przez całe wakacje na totalnym zadupiu  było chyba moim najgłupszym pomysłem na jaki wpadłam w trakcie całego mojego życia. Do domu pewnie wrócę bardziej zdołowana niż w tamtym roku i znowu będę ślęczeć na uczelni.


Co się działo?
W sumie nic! Nie poznałam, żadnej au pair! W sumie u mnie to nic dziwnego, bo zawsze mam z tym problem, w tamtym roku też zajęło mi miesiąc zanim się ogarnęłam i zaczęłam poznawać dziewczyny. Polek to tu raczej nie uświadczę, chociaż jak to ja zazwyczaj robię staram się ograniczać mój polski (ta jasne niezły bajer), no dobra nie licząc skype z domem (i potajemnego gadania do psów). Mamy jedną Polkę na wiosce i hostka chce mnie nieźle z nią zafriendować, ale serio o czym ja mam gadać? Dziwnie się czuję friendując ze znajomymi hostów więc tak to też się staram ograniczać. Hostka chyba zaczyna myśleć, że moje referencje są wys…