Przejdź do głównej zawartości

Może jestem złym człowiekiem, a może tylko au pair - rozważania operki ....

... nad sobą podczas gdy "twoje" dziecko leży na podłodze i wrzeszczy jakby ktoś go ze skóry obdzierał w gronie znajomych twojej host mamy. Czyli jak to się nie chwali słońca przed zachodem... Ostatnio tak bardzo pochwaliłam moich chłopców przed innymi, że chyba im się w głowach poprzewracało. Wczorajszy dzień był moim najgorszym dniem ever jak na razie, przebił nawet płonącą patelnie i żelazko. Moja cierpliwość rozbiła się o ziemie z wielkim hukiem tak samo jak moja głowa.
Krzyki z samego rana to normalka, stało się to moją codziennością, tak więc w dużej mierze nie zwracam na nie uwagi. Po prostu wsadzam młodego pod pachę i ściągam go na dół sadzam na schodach niech krzyczy - bom ja przecież jestem taka niedobra, jak śmiałam go oderwać od oglądania porannej telewizji i na dodatek każe mu założyć buty i iść do szkoły. No wiedźma jak nic. A żeby było jeszcze lepiej T. najwidoczniej tego dnia poczuł się pominięty. Bo jak mogę go zmuszać do wybrania się do szkoły skoro w tym samym momencie w którym wychodzimy z domu zaczyna mu się chcieć siusiu, kupkę  (chociaż mu się tak naprawdę nie chce, ale co tam zawsze można po wkurzać au pairkę) i na dodatek wszystko go zaczyna boleć. Do tego momentu jeszcze bym wytrzymała. Ale nie kiedy muszę wrócić odebrać 2 małych szatanów ze szkoły... I tu zaczyna się największa zabawa dnia. Po szkole mieliśmy iść na odkryty basen przy szkole, ale oczywiście szanowny pan J. jest jak zawsze jest mądrzejszy ode mnie. On jakże on wie wszystko o wszystkim. I nie dasz rady mu tego wytłumaczyć, a jeżeli jesteś tak głupi jak ja i usiłujesz to zrobić, no to cóż... przygotuj się na największe zażenowanie roku.Najlepszym wyjściem z tego wszystkiego oczywiście jest rozkazanie au pairce zrobienie tego czego się chce, zabranie roweru i w drogę... Gorzej jak au pairka jest na tyle naiwna, że Cię zatrzymuje i nie robi tego co Ty od niej żądasz. W takim momencie najlepszym wyjściem z sytuacji jest rzucenie rowerem o podłogę i samego siebie też oraz zaczęcie oddawania odgłosów w wysokiej skali decybelów, aby to au pairka poczuła ból aż w paznokciach u stóp. Natomiast au pairka przeżywa najgorsze zażenowanie w jej życiu, stojąc na chodniku przed szkołą z leżącym dzieckiem na chodniku, które wrzeszczy w niebo głosy a znajomi host mamy się w nią wpatrują. Ona natomiast w swojej głowie przeprowadza rozważania nad sensem swojego życia, jakim to jest okrutnym człowiekiem, beznadziejną au pairką, i zaczyna wątpić w sens bezstresowego wychowania, a jej cierpliwość rozbija się o podłoże z wielkim hukiem, a w niej rodzi się malutka nienawiść do wrednych małych dzieci.
O dziwo T. nie poczuł się ominięty w tamtym momencie i postanowił zostawić swoją zażenowaną au pairkę i brata, który nie pozwala mu iść na basen na rzecz zabawy z innymi dziećmi. Natomiast J. po jakimś kwadransie odgrywania ofiary postanowił pozrzucać trochę rzeczy i pochować się przede mną a następnie naburmuszony usiadł na placu zabaw. Po jakimś czasie kiedy to musieliśmy się przemieścić musiałam użyć argumentu pt. "jeżeli chcesz możesz tu zostać sam, ale zaraz przyjedzie policja i Cię zabierze" który z wielkim bólem pomógł ruszyć mały tyłek. Co najśmieszniejsze po ponad 30 minutowej walce z J. udało nam sie dotrzeć do basenu który był oddalony o jakieś 200m. Po ponad godzinie siedzenia na basenie i zadzierania nosa przez J, a najlepszej zabawy T w wodzie, szanowny pan J postanowił się przebrać, aby pomoczyć się w wodzie... uwaga -15 min bo później basen został zamknięty.

Nie wiem, nawet tydzień temu kiedy przebywałam z nimi cały tydzień w domu nie miałam takiego załamania i bólu głowy jak wczoraj. Dzisiaj nie wiem czy jeszcze mi nie przeszło czy oni są coraz gorsi, ale nadal działają mi na nerwy. Nigdy nie miałam cierpliwości dla ignorancji i byciem po prostu małym rozpieszczonym dzieckiem, które lubi dyktować innym co mają robić, ale wczoraj po prostu było apogeum wszystkiego.  I czułam się po prostu jak idiotka która nie może nic zrobić ...


Komentarze

  1. Hah, bardzo budujący wpis dla kogoś takiego jak ja, czyli kogoś kto zaczyna za 3 tygodnie xd

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahahahaha, wiem jestem wredna ]:-> No, ale takie życie operki raz z górki raz pod górkę :P Jednak nie ma co się na zapas denerwować i martwić, może Twoje dzieciaki będą aniołkami ? Albo będziesz umiała postawić ich do pionu :P

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Czas decyzji.

Wiecie czego najbardziej nie lubię??  Podejmowania decyzji.
Podejmowanie decyzji to najbardziej stresujące chwile w moim życiu.... Stresowałam się przy wyborze gimnazjum, później liceum i kierunku w liceum, przedmiotów zdawanych na maturze, tematu z j. polskiego na maturze, kierunku studiów, powrotu na studia, wyboru agencji, wyborze tematu pracy inżynierskiej (do której pisania już straciłam zapał) za każdym razem na teście abc na egzaminie czy sprawdzianie. To takie chwile gdzie czuje się pod presją, zaczynam gdybać i zastanawiać się - co w moim przypadku nie jest dobrym rozwiązaniem. A już wgl. jak coś polubiłam lub mi się podoba to jest wgl. kaplica. hahha Tak samo jest dzisiaj kiedy muszę wybrać pomiędzy rodzinkami, obie są przesłodkie oraz obie są totalnie różne. 
Co do moich poszukiwań prowadziłam kilka rozmów z różnymi rodzinkami, dostałam paręnaście propozycji czy pozytywnych odpowiedzi. Jednak rozmowę na Skype zdecydowałam się tylko  z trzema. 
#1 Rodzinka z Irlandii co.Cava…

New Year, new me.... lol just kidding..

Tak więc patrząc na poprzedni rok, mam nadzieję że moja skromna osoba będzie bardziej stanowcza i wytrwalsza w dążeniu do celów niż w roku poprzednim. Być może nie nazwałabym zeszłego roku porażką nawet małą (w końcu przynajmniej zaliczyłam semestr - hehe taki żarcik), ale na pewno zawiodłam na wielu polach, jak np. mój wyjazd - totalna porażka, bo nawet nie postawiłam palca na mapie, a co dopiero podróż, a co do samego podróżowania to również słabo. I inne niewielkie rozczarowania. 

Nie mam wielu postanowień, jednak moim celem na ten rok jest to, aby przestać być takim małym narzekaczem! Szok i niedowierzanie. A no i może poprawić liczebność postów na blogu, bo zeszłoroczne 2 posty... no cóż tu dużo mówić. No i przebieram nóżkami w oczekiwaniu na wyjazd, mam nadzieję że w tym roku się ogarnę!



Moi mili w tym Nowym Roku, życzę wam przede wszystkim siły woli, szczęścia i zdrowia, a wszystko czego pragniecie niech wam się ziści.

dziwne historie i inne takie...

Ten post miał powstać jakiś czas temu, a przed nim miało być również kilka innych, ale wyszło jak wyszło... czyli jak zawsze.


Ci co mnie znają lub przynajmniej poczytali trochę mojego bloga to wiedzą, że jestem specyficzna... oj no dobra dziwna... a najlepiej określa mnie chyba zdanie "więcej szczęścia niż rozumu".


Dzisiejsza opowieść będzie o tym jak to zawsze robię furorę na rozmowach o pracę... Jak już wcześniej wspominałam na blogu, moje rozmowy z rodzinkami zazwyczaj bywają krótkie, mało treściwe i bardzo słabe, ale o dziwo dostaję pracę (mam wrażenie, że ludzie w dużej mierze są masochistami). Co do pracy w Mohito, serio to była pomyłka. Nie żebym nie lubiła pracy z ludźmi/klientem, ogólnie była jakoś mega nie ogarnięta czy coś, no ale kurczę ja sama nie przyjęłabym swojej osoby do pracy w takim sklepie. Po prostu nie wpisuje się w styl, pfff lać na styl, tam nawet nie ma mojej rozmiarówki !!! Jedyne co mogłabym tam kupować to torebki, buty, biżuterie czy inne dodatki …